RSS
środa, 28 lutego 2007
#23. Brakujące ogniwo.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę
i stojącego obok Niej ucznia,
którego miłował,

rzekł do Matki:
Niewiasto, oto syn Twój.

Następnie rzekł do ucznia:
Oto Matka twoja.
(Jn 19:26-27)

Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi? Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie? Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną. Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. (Jn 21:20-25)

Cytowane powyżej fragmenty otwierają nowy obszar dociekań, i trochę się pogubiłem w ich interpretacji. Stąd też kolejna modyfikacja tekstu (i raczej nie ostatnia). Pewien wpływ miały na to moje osobiste, przykre przeżycia z ostatnich tygodni. W efekcie zabrnąłem w „boczną uliczkę”, która także jest „brakującym ogniwem”. A zamierzałem pisać o teorii ewolucji, zwłaszcza na temat niezrozumiałej, zarówno historycznej, jak i współczesnej roli kobiet, ich zastanawiającej fizjologii, psychiki oraz inteligencji, a także wzajemnych relacjach płci, będących zaprzeczeniem teorii „samolubnego genu” (stąd powyższe motto, słowa nieprzypadkowo wypowiedziane przez Jezusa w chwili śmierci, i raczej nie w trosce o swoją matkę).

 „Jezus” nad Morzem Tyberiadzkim wydał wyrok (oskarżenie) wobec Jana (jeżeli przyjmiemy, że „umiłowanym uczniem” był Jan). W świetle Nauki Jezusa była to kara, która wymagała wyjaśnienia. Można postawić tu wiele hipotez, w zależności czy: a) uczeń zdradził Jezusa, czy nie zdradził; b) czy uczeń był „ludzkim” człowiekiem, czy jednym z „synagogi Szatana”; c) czy ów „Jezus” był demonem, czy duchem Jezusa, któremu udało się „powrócić”. Poniżej zamieszczam wariant, który wydaje mi się najbardziej prawdopodobny.

Opis wskazania zdrajcy jest u każdego ewangelisty inny. Jan nie potwierdza, ani nie zaprzecza, że zdradził Jezusa. Sam jednak ujawnia pewne szczegóły, które mogą wskazywać, że mógł mieć pewien udział w pojmaniu Jezusa. Znajomość z arcykapłanem (Jn 18:16) może sugerować, że Jan mógł być „wtyczką”, który najpierw donosił na Jana Chrzciciela, potem na Jezusa. Mógł także być niczego nieświadomym informatorem, zwyczajnie zwierzającym się przed arcykapłanem ze wszystkiego co widział i słyszał.

Z pewnością Jan zastanawiał się, dlaczego spotkało go takie „wyróżnienie”. Po wcześniejszym przygotowaniu świadomości Jana („Weźmijcie Ducha Świętego! Jn 20:22-23) zabrzmiało to tak: „dowiedziałem się, że to ty w największym stopniu mnie zdradziłeś”. Dopełnieniem tego mogły być słowa wypowiedziane przez Jezusa przed Piłatem: „Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie” (Jn 19:11). Wydaje się nieprawdopodobnym, aby Jan osobiście słyszał te słowa, a raczej cytuje je za kimś. Z drugiej strony, niezależnie od innych zastrzeżeń, u synoptyków nie znajdujemy powyższych słów wypowiedzianych przed Piłatem. Możliwe, że przez wiele lat Jan żył w poczuciu winy.

Wg tradycji apostoł Jan jako jedyny zmarł naturalną śmiercią, miał więc bardzo dużo czasu na przemyślenia, oraz ...na zredagowanie Apokalipsy. Samo pojawienie się „zmartwychwstałego” było zaskoczeniem (patrz także #17). Możliwe, że przez pewien czas Jan zwątpił i zastanawiał się: czyżby cały wysiłek i cierpienie Jezusa było pomyłkąlub oszustwem, i cała moja wiara na nic. Po pewnym czasie dopiero przyszło do Jana „objawienie”: przestań się lękać, to był demon „Jezusa” (patrz także Ap 1:17).

Demon „Jezusa” ukazywał się wielokrotnie. Sądzę, że oprócz dociekań historycznych (studiowanie Biblii), Jan bacznie obserwował rozwój chrześcijaństwa. Docierały do niego relacje, które nie zachowały się do dzisiejszych czasów. W świetle znanych nam wydarzeń możemy się domyślać, że w obliczu nieuchronnego zafałszowania Nauki Jezusa, Jan zapewne chciał „przemycić” prawdę dla przyszłych pokoleń.

Jan napisał, że objawienie zostało mu dane „za pomocą znaków” (Ap 1:1) które, jak dalej napisano, czynią demony (Ap 16:13). Oznaczałoby to, że istotnym źródłem informacji oraz wnioskowania były demony ukazujące się zarówno za życia, jak i po śmierci Jezusa.

Apokalipsa, jak sądzę, nie jest proroctwem w dotychczasowym rozumieniu tego słowa, jako zapowiedź nieuchronnych wydarzeń co do miejsca i czasu, ale przewidywaniem prawdopodobnych scenariuszy w oparciu o istniejące fakty. Jest także możliwe, że Apokalipsa jest pracą zbiorową, zredagowaną głównie w oparciu o relacje Jana, być może częściowo już po jego śmierci.

Wydaje mi się, że Ewangelia wg św. Jana jest integralną częścią zamysłu Apostoła. Podwójny epilog zdaje się mówić: „to nie zostało napisane po latach, ale bezpośrednio po wydarzeniach”. Ewangelia ta prawdopodobnie swój ostateczny kształt rzeczywiście przyjęła po latach w oparciu o wcześniejsze zapiski, kiedy Jan zapoznał się przynajmniej z jedną z pozostałych ewangelii, oraz zorientował się w jakim kierunku podąża chrześcijaństwo. Przypuszczam, że Jan selektywnie zamieścił tylko te opisy (Jn 20:31), które będą pomocne przyszłemu czytelnikowi w poszukiwaniu prawdy.

Wracając do cytowanego wyżej fragmentu Ewangelii (Jn 21:20-25), przypuszczam że Jan w dużej mierze do swojej osoby odniósł następujący zapis w Apokalipsie: „Jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy! Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli, jeśli kto na zabicie mieczem - musi być mieczem zabity. Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych” (Ap 13:9-10). „Miecz” oznaczałby tutaj „słowo”. Jan zdaje się mówić, że dla niego nie jest wystarczającym wyjaśnieniem: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Pogodzenie się z takim sądem oznacza pokorne poddanie się w niewolę, co zaprzecza całej wcześniejszej Nauce Jezusa. Także do tego fragmentu Ewangelii odnosi się zapewne zakończenie Apokalipsy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. Jestem przekonany, że to przyjście Jezusa polega na zrozumieniu Jego Nauki, a także na zrozumieniu skutków, jakie ta Nauka wywołała w okresie ostatnich 2000 lat.

Z omawianym tematem wiąże się zapis w Apokalipsie dotyczący Dwóch Świadków. Jedno z możliwych wyjaśnień przedstawiłem we wpisie #17. Obecnie wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że jednym z Dwóch Świadków jest Jan Ewangelista. Przyjmuje się, że był nim jeden z synów Zebedeusza. We fragmencie Ewangelii wg św. Jana, pomiędzy dwoma epilogami, napisano: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. (Jn 21:2). Ponieważ cała Ewangelia napisana została w konwencji anonimowości autora, można oczekiwać, że również i w tym zdaniu (Jn 21:2) zachowano anonimowość autora. Powstaje raczej pytanie, kim był drugi anonimowy uczeń (świadek). Gdyby przyjąć, że są to apokaliptyczni Dwaj Świadkowie, wówczas rozpoznanie drugiego byłoby o tyle istotne, ponieważ obaj pozostawili po sobie proroctwa oraz żyli w poczuciu winy (obleczeni w wory).

Z kolei, odczytując Apokalipsę jako księgę ”zapisaną wewnątrz i na odwrocie”, dotychczasowym wypełnieniem Dwóch Świadków byliby apostoł Piotr oraz Paweł z Tarsu, obaj również obleczeni w wory: Piotr z powodu 3-krotnego zaparcia się Jezusa, Paweł z powodu wcześniejszego prześladowania chrześcijan.

Jest mało prawdopodobne, aby rybak zamieszkujący nad Jeziorem Tyberiadzkim (Jan, syn Zebedeusza) mógł mieć znajomości z arcykapłanem. Możliwe, że oprócz „Drugiego Jana” był także „Drugi Szymon Piotr”. Chodzi o to, czy Szymon Piotr był synem Jana (Jn 21:15), czy synem Jony (Jonasza) (Mt 16:17). Sprawa jest niejasna, a w dostępnych mi źródłach elektronicznych (Biblia Gdańska, Biblia Warszawska) oraz internetowych znaleźć można różne zapisy (cytaty w komentarzach). Interesujące, że Szymon Piotr był żonaty, tzn. miał teściową (Mt 8:14; Mr 1:30; Łk 4:38). Przy okazji Dwóch Świadków warto zwrócić także uwagę na „Dwa Miecze” wymienione w ewangelii Łukasza (cytat w komentarzach).

09:55, har_magedon
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 lutego 2007
#22. Biada, biada.

Czasy największego mnóstwa zbrodni
są czasami największego mnóstwa kościołów.
Stanisław Staszic: Ród ludzki.
Księga 11, wiersz 431

We wpisie #7 przedstawiłem argumenty przemawiające, że Apokaliptyczną Wielką Nierządnicą jest Kościół Katolicki, czyli fałszywa religia, jak poniekąd słusznie twierdzi inna, znacznie młodsza Nierządnica – Świadkowie Jehowy. O tym, czym jest, kto wypromował oraz kto zniszczył starotestamentową Nierządnicę, doskonale widać z zapisów biblijnych (Wj 34:14-16; Kpł 17:6-7; Pwt 31:16-17; Sdz 8:24-27; Sdz 8:33-34; Iz 1:8-26; Iz 57:1-21; Jr 2:1-37; Jr 3:1-25; Jr 5:1-33; Ba 6:1-72; Ez 6:1-14; Ez 16:1-63; Ez 20:1-44; Ez 22:1-31; Ez 21:1-37; Ez 23:1-49; Oz 1:2; Oz 2:1-25; Na 3:1-18). Wiele z tych opisów pasuje, „jak ulał”, do Kościoła Katolickiego.

Z punktu widzenia Apokalipsy, fałszywa religia, to religia która zafałszowała Naukę Jezusa, a nie „naukę” starotestamentowego „Boga”, który zawsze był kłamcą i zbójem. Taka też jest wymowa poniższych cytatów, odsłaniających kawałek „dupy” Wielkiej Kurwy: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą (we Mnie), temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mr 9:42, patrz także Mt 18:6; Łk 17:2). I potężny jeden anioł dźwignął kamień jak wielki kamień młyński, i rzucił w morze, mówiąc: Tak z rozmachem Babilon, wielka stolica, zostanie rzucona i już się wcale nie znajdzie (Ap 18:21).

Należy dodać, że obleczona w słońce Apokaliptyczna Niewiasta, która porodziła Mężczyznę, to ta sama Wielka Nierządnica (fałszywa religia). Wspólnym mianownikiem „obydwu” Niewiast jest m.in. błąkanie się po pustyni (Ap 12:13, Ap 17:3) w drodze do „ziemi obiecanej”. Nawiązano tu do wydarzeń biblijnych z czasów Mojżesza.

Apokalipsa przewiduje, że to Bestia, jak narowisty koń, przyczyni się do upadku Wielkiej Nierządnicy. Fragment opisujący jej upadek zawiera w sobie dodatkową informację: to Wielka Nierządnica odpowiedzialna jest za wydarzenia przedstawione jako „pierwsze biada”, „drugie biada” oraz „trzecie biada”. Odzwierciedleniem tego jest trzykrotne „biada, biada”, jako podwójna zapłata za jej grzechy:

I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: bo grzechy jej narosły - aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie. Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie (Ap 18:4-6)

Poszczególne fragmenty powinno się odczytywać w układzie sparowanym, tzn. „pierwsze biada” w połączeniu z „pierwszym biada, biada”, itd. Autor Apokalipsy prawdopodobnie wykorzystał jako „wzorzec” fragmenty z księgi Habakuka (cytaty w komentarzach). Szczególnie czytelne jest „trzecie biada”, przed którym trąbi Jezus, mówiące, że cykl „od Przymierza do Przymierza” niesie ze sobą ogromny rozlew krwi, zwłaszcza na etapie przebudowy „miasta”. Przypomnę, że „miasto” symbolizuje religię. Należy także zauważyć, że dopełnieniem 2-go „biada” jest „Anioł” odczytujący „książeczkę” (ryczący jak lew) oraz Dwaj Świadkowie.

Czy musi się dopełnić krwawy scenariusz, przed którym trąbi Jezus? Myślę, że nie. Im więcej osób będzie trąbić, dociekając „tła” wydarzeń oraz ujawniać manipulatorów, tym większe szanse, że uda się uniknąć wojny religijno-domowej. Oby ten „dym pożaru” ograniczył się jedynie do werbalnego potępienia Wielkiej Nierządnicy.

Niekwestionowaną cechą kurwy jest dawanie dupy w zamian za „coś”. Wielka Nierządnica, jak przystało na Wielką Kurwę, nie daje „dupy” „byle komu” i za „byle co”, ale umiejętnie i wybiórczo, tak aby realizować swoje własne interesy, np. podpisanie korzystnego konkordatu. To dawanie „dupy” może nawet polegać na przemilczeniu ewidentnej niesprawiedliwości, czy zbrodni (przykładem jest faszyzm). Nad „dawaniem dupy” przez Nierządnicę (czyli komu, kiedy, za ile i w jaki sposób), czuwa alfons Bestia. Nie usprawiedliwiając kurestwa Nierządnicy, jest „ona” ofiarą Bestii. Z kolei, o ile dobrze odczytuję Apokalipsę, Bestie nie są świadome, że nad nimi, z poziomu „wyższego wymiaru”, panuje Smok.

Podstawową bronią, jaką dysponuje Wielka Nierządnica, jest „wielki miecz” (Ap 6:4), czyli „Słowo Boże”. Ten „miecz”, w połączeniu z demonami, pozwala na uwalnianie „dymu”, czyli umiejętnie prowadzonej, kłamliwej propagandy. To z tego „dymu” wychodzi „szarańcza” (Ap 9:3; Na 3:16), niszcząca wszystko, co zbuduje Naród. Ten „dym” także sprawia, „by się wzajemnie ludzie zabijali”.

Powyższa charakterystyka jest istotna w świetle nowej, rodzącej się Nierządnicy, będącej jedną z trzech apokaliptycznych ropuch – są to szeroko pojęte Media (radio, TV, prasa, internet). Mam tu na myśli najbardziej hałaśliwy (rechoczący) segment mediów, będący na usługach Bestii. Medialna kurwa uwalnia obecnie nieprawdopodobne ilości „dymu”. Warto poszukać „znaków”, jakie czynią te demony. Niemal każdy nowy akt prawny, zawężający naszą wolność, poprzedzony jest odpowiednio nagłośnionym „przypadkiem”. Ten „dym” (np. seksafery) pozwala także przesłonić istotne dla Narodu decyzje, które realizuje się w ukryciu. Pod osłoną tego „dymu” Bestie szykują zagładę dla Narodu w postaci „tarczy antyrakietowej” (patrz artykuł M. Sobczaka i A. Szpaka, Angora, „datowany” 4 luty 2007, str. 8). To właśnie w mediach ma miejsce najbardziej ostra walka Bestii z ludzkością. Ten bój w mediach toczy się już od wielu lat. Niestety, ogromna większość Wiernych i Prawdziwych nie jest świadoma, jakimi metodami i „środkami wyrazu” dysponują Bestie, a zwłaszcza, jakie są ich rzeczywiste cele.

Upadek Wielkiej Nierządnicy ulegnie przyspieszeniu, kiedy znacząco obniży się jej przydatność w pełnieniu szatańskiej misji. Istotnym tego „znakiem” będzie „wysychanie wód tej Wielkiej Rzeki”, czyli masowe odchodzenie ludzi od chrześcijaństwa. Wiele „znaków na niebie i na ziemi” wskazuje, że obecnie uruchomiono kaskadę wydarzeń, których wymowa i znaczenie nie znajduje odpowiednika na przestrzeni conajmniej kilkudziesięciu lat. Pojawiła się nowa jakość – Kościół coraz bardziej jawnie, choć w pokrętny sposób, oskarża sam siebie, a dzieje się to w najbardziej katolickim kraju.

Jednym z demonów, który czyni wiele „znaków”, są teczki ukryte w archiwach IPN. Od dłuższego już czasu wyraźnie widać, że teczki stały się potężnym narzędziem Bestii, które otwiera się „w miarę potrzeb”. Jak długo jeszcze ten zbiór „cyrografów” będzie wykorzystywany przeciwko Narodowi?

Przypomnę tu najważniejsze wydarzenia sprzed miesiąca:
Po ingresie na metropolitę warszawskiego oraz oskarżeniach prasowych o współpracę z SB, arcybiskup Wielgus w dniu 5 stycznia 2007 oświadcza: „...przypisano mi różne złe intencje i złe postawy w stosunku do Kościoła. Jest to fałsz. Nie istnieje żadna dowodząca tego dokumentacja...”. Nazajutrz, 6 stycznia, Wielgus oświadcza: „...skrzywdziłem jednak Kościół. Skrzywdziłem go ponownie, kiedy w ostatnich dniach – w obliczu rozgorączkowanej kampanii medialnej – zaprzeczyłem faktom tej współpracy”. Obydwa oświadczenia przedrukował tygodnik Angora („datowany” 14 stycznia 2007, str. 14-15). Kolejnego dnia, 7 stycznia, prymas Józef Glemp w homilii wygłoszonej podczas mszy powiedział: „Dzisiaj dokonał się nad arcybiskupem Wielgusem sąd. Cóż to za sąd? Na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych (długotrwałe oklaski). My nie chcemy takich sądów! (oklaski)”. Treść homilii wydrukowała Gazeta Wyborcza (8 stycznia 2007, str. 10).

Nie ma zasadniczo znaczenia, czy Kościół był na usługach SB, czy odwrotnie, bo i tak cały wstyd pozostaje „w jednej rodzinie”. Jaki był cel otwarcia teczki? Mieć teczkę na metropolitę warszawskiego to prawdziwa gratka, to silny „argument przetargowy”, w zamian np. za poparcie w przyszłych wyborach. Nikt rozsądnie myślący (w kontekście swojej „moralności”) nie będzie się pozbywał takiego „atutu”.

Wydanie, z dnia na dzień, dwóch przeciwstawnych oświadczeń jest ewenementem w historii „dyplomacji”, i kryje w sobie głębiej ukryty cel. Obiektywnie patrząc, świadczy to jedynie, że Wielgus jest Kłamcą. Jest jednak prawdopodobne, że należy on do tej samej bandy prowokatorów. Nawet autobusowy desant „moherowych beretów” ma swoją jawną wymowę: „patrzcie, to zaplanowana propaganda”. Tam, gdzie chce się przekonać, że jest to spontaniczny ruch społeczny, odreagowujący słuszne oburzenie, synagoga Szatana zbiega się z różnych kierunków, dając pozory pełnej naturalności. Ostatecznie, i tak walczą ze sobą tylko ci, którzy dali się zwieść i przybyli na samym końcu.

W kontekście oświadczenia arcybiskupa Wielgusa z dnia 6 stycznia, w którym przyznał się do szpiegowania, słowa wypowiedziane nazajutrz przez Glempa w sposób oczywisty świadczą, że „szczekający kundelek” „grał” wariata. Przypomnę, że mianem „szczekających kundelków” prymas Glemp określił dziennikarzy krytykujących Kościół. Jako tako zrozumiałe byłyby następujące słowa „szczekającego kundelka”: „trudno, szpiegowałeś nas i wybaczamy ci, ale po emeryturę zgłoś się do SB”. Niejeden racjonalnie, a zarazem impulsywnie myślący obserwator, słuchając „szczekającego kundelka” z pewnością się zastanawiał: Dlaczego nikt go nie opluł? Dlaczego nie wywieziono go poza „miasto” na kupie gnoju, jak reymontowską Jagnę? Błąd interpretacyjny polega na niedocenianiu inteligencji moherowej synagogi Szatana, bo obiektem „obszczekiwania” jest Obserwator.

Naiwnością jest posądzanie ICH, że „nie wiedzą, co czynią”, bo od niepamiętnych czasów zaprawieni są w aktorstwie udawania idiotów. Potrafią doskonale grać całe spektrum charakterów, od mędrców po idiotów. Wielu z nich nagle ewoluuje z jednego bieguna do drugiego. Nieuk nabywa salonowej ogłady, inteligent zamienia się w dziada i chama. Przyglądaj się uważnie otaczającym cię idiotom, abyś się sam nie okazał prawdziwym idiotą!

Komentarze w mediach wskazują na zdezorientowanie obserwatorów, w sytuacji, kiedy widać wyraźnie „co się święci”. Nad Polską wiszą ciemne, krwawe chmury. Kto ma odrobinę wyobraźni, ten je dostrzeże. Później akcja rozwija się błyskawicznie, i tylko nieliczni wiedzą, kto za tym stał. Potem będzie tylko morze krwi, i Bestie zawodzące krokodylimi łzami nad trumnami ofiar. I o tym „szczekający kundelek” doskonale wie. Zanim zdechnie ta 7-głowa hydra, prawdopodobnie przeleje się wiele krwi, i dlatego należy Trąbić, bo rzeczywiste proroctwo polega na przewidywaniu prawdopodobnych scenariuszy w oparciu o znane fakty.

Wiele wskazuje, że jest to „preludium” do dalszych „przedstawień” Bestii. Przypuszczalnym celem, oprócz ogromnego rozlewu krwi, będzie zniszczenie archiwów watykańskich, ukrywających nieco więcej informacji o historii średniowiecza, niż zachowana bajka „o rycerzach okrągłego stołu”. Pojawia się coraz więcej „znaków”, że Bestie uderzą w Nierządnicę kolejnymi Rogami. I chociaż będą to prawdy znane od stuleci, nadany zostanie im mocny akcent medialny, jakby odkryto Amerykę. Osoby odkrywające te prawdy nie muszą wywodzić się ze środowiska Bestii – pozwoli się im mówić o rzeczach przez lata wytłumianych. Przykładem „dolewania oliwy do ognia” jest wyciąganie „niejasności” w działalności CARITAS, organizacji charytatywnej nadzorowanej przez Episkopat (patrz artykuł M. Sobczaka i A. Szpaka w tygodniku Angora („datowany” na 7 styczeń 2007, str. 8). Kolejna prowokacja z ostatnich dni, to dofinansowanie budowy Świątyni Opaczności (!) Bożej z kieszeni niekatolików, bo tacy dominują w grupie osób płacących podatki. I wcale nie chodzi tu o 40 milionów złotych, ale o sprowokowanie Narodu. Wielokrotnie wyższe kwoty przekazano w ramach „odzyskiwania majątku kościelnego”, czy ulg celnych.

Tu chodzi o poziom adrenaliny w Narodzie!
Tu chodzi o to, aby wyprowadzić ludzi na ulice!

„Szczekający kundelek” niejednego może wyprowadzić z równowagi. Doskonały tego przykład przedstawia scena z filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego – słusznie uznanego jako najlepszy film 2002 roku:

-Niech Pan nie spuszcza głowy. Ja od wejścia widzę, że jest Pan za skromny – mówi psycholog, masażysta ciała i mózgu.
(...)
-I do góry głowa, czuje Pan, że jest Pan ważną osobą.
(...)
-Jamnika się boi, głupek, ha, ha, ha...
-Sama żeś durna! - i poziom adrenaliny przekracza wartość krytyczną.
-Ty gnoju! Kalekę kopiesz, inwalidę?!!! – burzy się synagoga Szatana.
-Jezu, o Jezu! Zabił mnie! Marian! Józek!

-Jeszcze mnie tu zabiją, te miejscowe lumpy. Jakby co, to się wyprę, albo zgolę wąsa. I znów zachowuję się, kurwa, nieasertywnie. Ja pierdolę!!!
Czy jestem wariatem???

Szczekający kundelek jest znacznie szerszym zjawiskiem. Niemal cały film przedstawia zmagania Miauczyńskiego ze szczekającym kundelkiem. Włączysz radio, telewizor – kundelek; otworzysz gazetę, internet – kundelek. A kiedy chcesz się odciąć od tego wszystkiego, to jeszcze czeka na ciebie twój osobisty, domowy szczekający kundelek. Kundelek cały czas „próbuje cię” ...ugryźć. Kundelek nie popuści, bo kundelki tak mają... Uważaj na masażystów mózgu, szczekające kundelki i synagogę Szatana, bo na końcu, na placu boju, pozostanie Marian, Józek i ty.

Trzymaj się mocno, czytelniku, życzę ci dużo spokoju i rozwagi.

15:32, har_magedon
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
#21. Zostań Królem i Panem.

A kiedy im umył nogi, (...) rzekł do nich:
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?

Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem
i dobrze mówicie, bo nim jestem.

Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel,
umyłem wam nogi,

to i wyście powinni sobie
nawzajem umywać nogi.

Dałem wam bowiem przykład,
abyście i wy tak czynili,
jak Ja wam uczyniłem.
(Jn 13:12-15)

Jezus w swojej Nauce odwraca „do góry nogami” dotychczasowe rozumienie szeregu pojęć (wartości) – a właściwie - tym wartościom przywraca ich prawdziwy sens, stawiając je na Nogi. W tym miejscu należy dodać, że „nogi” („stopy”) w Apokalipsie symbolizują posługę (Ap 2:18-19). Jezus stawia „na nogi” pojęcie KRÓLA I PANA, a jako nasz Wierny i Prawdziwy (Ap 19:11) Duchowy Przywódca „na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW I PAN PANÓW”. (Ap 20:16)

Szaty w Apokalipsie oznaczają czyny. Jezus jest ubrany w szatę do stóp (Ap 1:13), co oznacza, że w swoim zachowaniu nie ogranicza się jedynie do mówienia, ale swoje słowa potwierdza czynami (posługą wobec bliźnich), nie wyręczając się innymi. Dlatego też uważam, że „Aniołem” dającym Objawienie Janowe jest sam Jezus. Wymaga to jednak szerszego komentarza w kontekście zapisu: I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu (Ap 12:5).

Imię wypisane „na biodrze” prawdopodobnie odwołuje się do mesjańskiego proroctwa Izajasza: Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi (Iz 11:5).

Zbliżone, aczkolwiek nieco odmienne znaczenie „imienia wypisanego na biodrze” może wynikać z innego fragmentu księgi Izajasza i oznaczałoby „opiekuńczość”, „troskę o swoje dzieci”: Tak bowiem mówi Pan: Oto Ja skieruję do niej pokój jak rzekę i chwałę narodów - jak strumień wezbrany. Ich niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone (Iz 66:12). W Biblii Tysiąclecia w przypisie do słów „na rękach” zamieszczono: dosł.: „na biodrze”, jak do dziś dnia bywa w Palestynie.

„Biodro” w Biblii ma także szereg innych znaczeń: uległość, pokutę. Nawiązanie do „biodra” zawiera także bluźnierczy list „świętego” Pawła do Efezjan (cytaty w komentarzach).

Imię wypisane „na szacie i na biodrze” jest przeciwieństwem brania znamienia Bestii na czoło lub na rękę. Należy zauważyć, że zarówno kat, poborca podatkowy, czy żołnierz „niosący pokój”, pozornie postępują SPRAWIEDLIWIE, czyli zgodnie z obowiązującym PRAWEM. Dochowują także WIERNOŚCI swoim mocodawcom.

Nie TO miał na myśli Jezus. Wierny i Prawdziwy (Ap 19:11) to ten, który sprawiedliwie sądzi i walczy w imieniu tych, którzy mu zawierzyli, i w imieniu których jawnie występuje, który sprawiedliwie sądzi i walczy do końca, bez względu na okoliczności. W tym znaczeniu, cała obecna zbieranina parlamentarna jest bandą zdrajców Narodu. Jedynym rozsądnym i honorowym zachowaniem może być próba zbudowania Nowego, poza kurewską koalicją, i poza równie kurewską opozycją.

W języku polskim szczególnie czytelne jest słowo „Państwo”. Warto prześledzić historyczną ewolucję tego słowa. W przeszłości „Państwa” nie identyfikowano z określonym narodem, ale ze zlepkiem narodów zamieszkujących terytorialną własność „Pana”. Ludy zamieszkujące obszar „Pana” były również jego własnością. Obecnie PAŃSTWO pod wieloma względami kontynuuje swoje niechlubne tradycje. Intuicyjnie wyczuwamy, że jest to twór nam obcy i wrogi, który nie tylko nie chroni obywateli przed złodziejem i bandytą, ale ze złodziejem i bandytą jest utożsamiany.

Obecny czas wydaje się sprzyjać podjęciu praktycznych działań na rzecz nadania prawdziwego, zgodnego z Nauką Jezusa, rzeczywistego znaczenia słowa „Państwo”. Ten czas trwania demokracji już wkrótce może zamienić się we wspomnienie. W przyszłości „Państwo” identyfikować się będzie z grupą osób pełniących służebną rolę wobec reszty Narodu. Nikt nie musi być Panem – może być zwyczajnym obywatelem, który zaspokaja jedynie swoje własne potrzeby, na swój własny rachunek. Bo kto nie jest przeciw nam, ten jest z nami.

Według Jezusa Panem jest ten, który ci pomaga, broni cię i wspiera, który służy i daje coś bliźnim. Daje wyłącznie od siebie, a nie resztki tego, co wcześniej zagrabił innym, np. w postaci obowiązkowej daniny, jakim obecnie jest pokrętny system podatkowo-ubezpieczeniowy. Nie jest Panem ten, który swoim zamaszystym podpisem, potwierdzonym 7-mioma pieczęciami, rozdziela to, co wcześniej ukradł. To złodziej i bandyta.

Pan daje wyłącznie od siebie.

Oddawanie czci oraz służenie swojemu Panu nie polega na odwzajemnianiu z nawiązką otrzymanego dobra, ale na czynieniu innym tego, co sami otrzymaliśmy. Jest to bardzo ważne przesłanie Nauki Jezusa, wielokrotnie powtórzone w Ewangeliach, którego znaczenia nadal niewielu rozumie. To „oddawanie pokłonu” można symbolicznie przedstawić na wzór „pokładających się kolejno kostek domina”. Na codzień widzisz otaczających cię Bogów, którzy „i widzą, i słyszą, i chodzą” (Ap 9:20), wielu z nich rozpaczliwie potrzebuje, aby im złożyć „pokłon”. Nie doszukuj się w nich symbolicznego „Boga”. Każdy z nich, sam w sobie, jest samodzielnym, odrębnym, najprawdziwszym Bogiem. Bogu samemu złóż pokłon! (Ap 19:10; Ap 22:9)

Bestie są w stanie zagospodarować wszelkie moce, tkwiące w ludziach dobrej woli. Liczba zsyłanych plag oraz ich rozmiar, zawsze sprawią, że liczba osób potrzebujących pomocy będzie wielokrotnie przekraczać możliwości pomagających. Nie negując znaczenia typowej pomocy biednym i chorym, w moim odczuciu, ciężar posługi wobec bliźnich został w Apokalipsie przesunięty w kierunku wskazywania i usuwania przyczyn zła. Lepiej dać wędkę zamiast ryby, lepiej dać rybę niż pieniądze na rybę. Bo „złotówka”, którą dasz żebrakowi, może trafić na tacę, i w ten sposób tylko dolejesz oliwy do ognia nieszczęść.

Apokalipsa przedstawia ludzkość jako drzewo życia (Ap 22:2; Jn 15:1-8), którego korzenie stanowi Nauka Jezusa. Każdy z nas może, i powinien być liściem tego drzewa, liściem, który służy do leczenia narodów. To leczenie powinno odbywać się poprzez dawanie przykładu, zwłaszcza w sferze moralnej i światopoglądowej. Im więcej ludzi „uleczysz”, tym grubsza „gałąź” w drzewie życia będzie twoim udziałem.

Łatwo zauważyć, że kwestia „świętości” została postawiona w Apokalipsie „na ostrzu noża”. Warto tu skonfrontować dwa fragmenty Apokalipsy: Ap 15:1-4 oraz Ap 20:6. Jeżeli zrozumiesz ich wymowę – „będzie to wielki znak i godzien podziwu”. Dlatego, odczytując Apokalipsę, należy odróżniać Boga od „Boga”, podobnie jak Świętego od „Świętego” oraz Króla i Pana od „Króla i Pana”.

Będąc Królem i Panem nie musisz przed nikim rzucać swego wieńca (Ap 3:11; Ap 4:10). Nie musisz się zamartwiać, czy odmówiłeś wystarczającą liczbę „zdrowasiek”, czy przepościłeś wystarczającą liczbę „piątków”. Jeżeli nie wziąłeś znamienia Bestii na rękę ani na czoło, to ty SAM jesteś Święty (Ap 15:4; Ap 20:6). Nie muszą nad twoją trumną tańczyć demony (Ap 16:14), aby „Święte Oficjum” ustaliło twoją „Świętość”. To ty sam o tym powinieneś wiedzieć idąc „tam”. A wtedy to ty, Bóg, będziesz sądził „Boga”-Diabła.

Żyjemy w czasach wysychania wielkiej rzeki Eufrat, czyli odchodzenia wiernych od religii chrześcijańskiej. Czas ten otwiera drogę dla królów ze wschodu słońca (Ap 16:12), czyli sprzyja zawiązywaniu się nowych religii oraz światopoglądów. Mam nadzieję, że czas ten pozwoli na odczytanie proroctwa Jezusa oraz zawiązanie Har-Magedonu, czyli grupy osób rozumiejących, zachowujących i propagujących to Proroctwo.

Każdy z nas jest Adresatem Apokalipsy:
Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym - które są opisane w tej księdze. (Ap 22:18-19).

Powyższe słowa najprościej odczytać, jako nakaz zachowania oryginalnego tekstu Apokalipsy w formie nieskażonej. Jestem jednak przekonany, że chodzi o to, aby każdy z nas „coś” dodał do Apokalipsy, tak, aby Bóg (czyli Ty, Czytelniku) dodał „plag” zapisanych w tej księdze. Słowa te wydają się mieć odcień humorystyczny, aczkolwiek nie sądzę, aby w tym miejscu Jezus zamierzał zakpić z czytelnika.

Uprzedzając nieco przyszłe wpisy, te „plagi”, przedstawione jako 7. czasz, to nasze Nowe Przymierze z Jezusem, to Jego Plan wyprowadzenia nas z Domu Niewoli. Zadaniem każdego z nas jest Trąbić (tak, jak to czyni Jezus w Apokalipsie), wszędzie tam, gdzie Bestie pokazują kły i pazury, oraz wylewać czasze na nasze głowy, aby ludzie uświadomili sobie, KTO za tym stoi, oraz bluźnili „imieniu Boga” za zsyłane plagi. Kto tego nie czyni, to jakby odjął w stosunku do siebie przesłanie zawarte w Apokalipsie, tym samym, odejmuje swój udział (wkład) w budowie Nowego Jeruzalem.

Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę, że opisy wjazdu „Jezusa” do Jerozolimy pozwalają nam określić, który z nich był Jezusem wjeżdżającym jako Król i Pan, a który był Bestią wjeżdżającym jako „Król i Pan”. Tym „drobnym szczegółem” jest właśnie sposób, w jaki „Jezus” zdobył osiołka (patrz wpis #5).

W ostatnim czasie pojawiła się propozycja ogłoszenia Jezusa Królem Polski. Bardzo dobry pomysł, o ile ograniczy się do jednorazowego aktu prawnego. Pozwoliłoby to w spornych kwestiach odwoływać się do Nauki naszego Króla, ponadto, usunięty zostałby pasożytniczy i szkodzący Narodowi urząd Prezydenta. Obawiam się, że pomysł ten zostanie ukrzyżowany w postaci tysięcy pomników oraz przemianowaniem wielu ulic na „Jezusa, Króla Polski” – wszystko kosztem naszych podatków.

08:20, har_magedon
Link Komentarze (5) »
niedziela, 17 grudnia 2006
#20. Bacz, abyś tego nie czynił.

 

Równie obrażasz Boga
i karanym będziesz również,
czyli czynisz się tyranem,
czyli żyjesz niewolnikiem.

Tobie wyznaczone jest być człowiekiem.
To jest twoje miejsce na tym świecie.
(Stanisław Staszic: Ród ludzki.
Księga 2, wiersz 479).

 

I upadłem przed jego stopami, by oddać mu pokłon. I mówi: Bacz, abyś tego nie czynił, bo jestem twoim współsługą i braci twoich, co mają świadectwo Jezusa: Bogu samemu złóż pokłon! (Ap 19:10)

To właśnie ja, Jan, słyszę i widzę te rzeczy. A kiedym usłyszał i ujrzał, upadłem, by oddać pokłon przed stopami anioła, który mi je ukazał. Na to rzekł do mnie: Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i braci twoich, proroków, i tych, którzy strzegą słów tej księgi. Bogu samemu złóż pokłon! (Ap 22:8-9)

Powyższe słowa nie bez powodu zostały dwukrotnie powtórzone w Apokalipsie, i nie chodzi tu o zwyczajne oddawanie szacunku bliźnim. Przez całe nasze życie jesteśmy tresowani w przyginaniu karku. W każdej relacji przełożony-podwładny, przynajmniej w podtekście, podwładny winien jest uległość przełożonemu: począwszy od symbolicznego schylania głowy, poprzez wyprężanie się i salutowanie, całowanie w stułę czy pierścień, a skończywszy na klękaniu i leżeniu „krzyżem” na ziemi.

Wydawać by się mogło, że oddawanie czci innym ludziom (choćby nawet złym) nie jest wykroczeniem ani przestępstwem, że nie narusza Nadrzędnego Przykazania, mającego swój odpowiednik w wielu przysłowiach u wszystkich narodów (np. „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”):

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. (Mt 7:12)

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (Jn 13:34)

Ponieważ odbieranie czci jest miłe, „na oko” więc się wydaje, że oddając komuś cześć nie sprawiamy nikomu krzywdy.
Dlaczego zatem Anioł w Apokalipsie tak jednoznacznie zareagował?
Był przecież „posłańcem” od samego Boga. „Reprezentował” Boga. Oczywiście, w kontekście wpisu #18, Anioł jest Bogiem.
Najprawdziwszym.

Oddając komuś cześć, czynimy go kimś szczególnym w jego własnych oczach, a także w oczach wszystkich, którzy takie zachowanie obserwują. W sposób „naturalny” podnosimy „wartość” człowieka, któremu oddajemy cześć. W sposób „naturalny” przyczyniamy się do hierarchizacji społeczeństwa.

Dlatego, „Bacz, abyś tego nie czynił” jest wyjątkiem od powyższej reguły. Jest szczególnym wyjątkiem, ponieważ staje się przyczyną wielu nieszczęść. Oddając komuś cześć pobudzamy Pychę u tej osoby, a jednocześnie obniżamy poczucie własnej wartości, a także poczucie własnej wartości u wszystkich osób postronnych.

Istnieje jednak szczególny powód, dla którego nie powinniśmy nikogo publicznie wyróżniać z tytułu przełożeństwa nad nami, czy chociażby z powodu naszego uzależnienia finansowego. W naszym świecie do władzy oraz zamożności najczęściej dochodzą osoby biorące znamię Bestii, czyli zbrodnią, krętactwem, lub kradzieżą. Takim osobom sprzyja Bestia.

Oddając im cześć, zakładamy sobie powróz na szyję.

Z tematem tym ściśle wiąże się sprawa przysięgi, poruszona także we wpisie #8.
Stanowisko Jezusa (Mt 5:33-37, cytat w komentarzach) jest jednoznaczne:
„A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie”

Przysięgając cokolwiek i komukolwiek czynisz się niewolnikiem, przynajmniej w sferze psychicznej. Przysięga wojskowa czyni cię niemal całkowitym niewolnikiem. Za niewykonanie rozkazu możesz nawet zostać rozstrzelany. Składając przysięgę oddajesz swój rozum, rozsądek oraz moralność w ręce osób pozbawionych rozumu, rozsądku i moralności.

 Nie istnieje „racja stanu”, która czyni cię niewolnikiem.
Masz pełne prawo i obowiązek odmówić przysięgi w imię swoich przekonań religijnych.
Żyjemy w kraju katolickim!!!

Jeżeli kogoś zabijesz „na rozkaz”, zapewne „odpuści” ci to czarownik z kropidłem w ręku. W zależności od swojego kaprysu, być może „odpuści” ci to nawet „Bóg”-Diabeł. Nie znajdziesz jednak żadnego usprawiedliwienia przed Bogiem Ojcem!

Historia zna wiele przypadków wręcz nieprawdopodobnego, a zarazem dobrowolnego heroizmu w obronie swoich bliźnich. Ci bohaterowie wcale nie składali nikomu przysięgi!!!

Znaczący opór emocjonalny budzą następujące słowa Jezusa:
Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! (Mt 5: 38-39)

Każdy musi ten trudny dylemat rozsądzić we własnym sumieniu.
Osobiście, gdyby ktoś napadł na mój dom, to stanąłbym w drzwiach z siekierą, i rąbałbym jak popadnie. Znacznie trudniej znaleźć racjonalne wyjście w przypadku rewolucji, czy innych sporów wewnętrznych. Doświadczenie uczy, że za niemal wszystkimi przewrotami kryje się prowokacja oraz odpowiednia kampania „medialna”.

Z całą pewnością nie powinniśmy uczestniczyć w żadnych wyprawach „pokojowych”, jak to ma miejsce obecnie w Iraku, czy w Afganistanie. Nie powinniśmy się także przyłączać do walk narodowowyzwoleńczych prowadzonych poza naszym krajem.

„Bacz, abyś tego nie czynił” dotyczy obydwu stron. Dlatego ten, który przyjmuje pokłony jest równie winny, jak ten, który pokłony oddaje. Wina ODBIERAJĄCEGO CHWAŁĘ jest zwykle nawet większa, ponieważ jest on z reguły świadomy, że łamie Naukę Jezusa.

Nakaz ten, w sposób wręcz szyderczy, został złamany przez Wielką Nierządnicę, która zarazem Apokalipsę zalicza do kanonu. W tym kontekście, mam jeszcze przed oczami naszego „pasterza-rodaka”, przed którym Polacy na kolanach odnawiali „przymierze z Bogiem”. To jest prawdziwa tragedia – kiedy ofiary zbrodni z ufnością i na kolanach zawierzają swoją przyszłość swojemu oprawcy.

Wielka Nierządnica przez całe wieki głosi, że władza pochodzi od Boga. Można tylko dodać: „Owszem, od „Boga”-Diabła”. Każdy, kto twierdzi, że jest od Boga i przyjmuje pokłony – ten kłamie, i Boga w nim nie ma. Jaśnie Wielmożni i Miłościwie Nam Panujący, Wasza Świątobliwość, Eminencjo, Ekscelencjo – Wasza Wysokość od Diabła pochodzi. Nie miałbyś żadnej władzy, gdyby ci jej nie dano z góry – i taka jest prawda. Cóż to jest prawda? - zapytasz. Ta Prawda jest znacznie bliżej, niż to jest zdolna zaakceptować twoja Pycha, która ci ją przesłania.

Nasz „Bóg”-Diabeł nieustannie prowadzi „swoje” dzieci na wojnę oraz „karci i ćwiczy” najbardziej oddane mu Narody. W Biblii znajduje się zapis, wskazujący, że istniała „Księga Wojen Pana”:

Dlatego powiedziane jest w księdze "Wojen Pana": [Od strony] Waheb w Sufa i potoków Arnonu, pochyłość potoków ciągnących się aż do miejsca Ar, przylegająca do granicy Moabu. (Lb 21:14-15)

W Biblii Tysiąclecia w przypisie do (Lb 21:14) zamieszczono informację: „Księga ta, zawierająca opisy epickie, zaginęła”.

Z kim prowadzi wojny „Bóg”?
Oczywiście z innymi Bogami.

Jaki cel miałby „Bóg” - zajęty swoją własną wojną - angażować się w ciągłe skłócanie Narodów na Ziemi, które w naszym dotychczasowym rozumieniu Boga, nawet w najmniejszym stopniu mu nie zagrażają.

Czytając Objawienie Daniela (Dn 10 – Dn 12; cytaty w komentarzach) odnieść można nieodparte wrażenie, że dotyczy ono „wojen gwiezdnych”. Objawienie to warto czytać łącznie z przypisami zawartymi w Biblii Tysiąclecia. Co ciekawe, wielu badaczy doszukało się „echa” na Ziemi dla całego szeregu wydarzeń przepowiedzianych Proroctwem Daniela .

Jaki związek mają „nasze wojny” z wojnami „Boga”?
Warto na ten problem spojrzeć z punktu widzenia wpisu #19.

Czy prowadząc tu na Ziemi wirtualne wojny, możemy jednocześnie uczestniczyć w wojnach „Boga”-Diabła przeciwko innym Bogom? Czy możemy stanowić „żywą” tarczę chroniącą Diabła? Czy rzucając oszczepem w drugiego wojownika jednocześnie „rzucamy piorunami” w innych Bogów? Czy to możliwe, że polscy lotnicy latający nad wirtualnym Londynem, w tym samym czasie kierowali „międzygalaktyczne” wehikuły? Czy to możliwe, że w czasie ostatniej wojny światowej, zarówno Polacy, jak i Niemcy, walczyli razem po tej samej stronie barykady, jako niczego nieświadome „roboty” „Boga”-Diabła przeciwko naszemu Bogu Ojcu i Jego Aniołom?

Czy tak należy rozumieć zwrot „oskarżyciel braci naszych” (Ap 12:10).
Warto pod tym kątem przeanalizować zapisy biblijne.

W kontekście tytułowego „Bacz, abyś tego nie czynił”, w Apokalipsie jednak napisano: „Bogu samemu złóż pokłon!” - jest to temat na odrębny wpis.

 

09:04, har_magedon
Link Komentarze (9) »
czwartek, 14 grudnia 2006
#19. Grzech pierworodny.


A wtedy
otworzyły się im obojgu oczy
i poznali, że są nadzy;
(Rdz 3:7)

Ty bowiem (...) nie wiesz,
że to ty jesteś nieszczęsny
i godzien litości, i biedny,
i ślepy, i nagi.
(Ap 3:17)

Wyobraźmy sobie diabelnie „zdolnego” Informatyka, który próbuje „stworzyć” program zawierający w sobie wszystkie cechy inteligencji człowieka, łącznie ze zdolnością do twórczego i abstrakcyjnego myślenia oraz świadomością swojego istnienia. Niestety, lista rozkazów procesora nie oferuje odwoływania się do „świadomości”, bo jest to właściwość wyłącznie ludzka, i żadna, nawet najbardziej zawiła procedura nie potrafi tego problemu przeskoczyć. Po 5-ciu dniach żmudnego kombinowania, nasz geniusz dochodzi do wniosku, że ŚWIADOMOŚĆ dla softwarowego Frankensteina musi pochodzić z zewnątrz. Ponieważ „cel uświęca środki”, ten zdolny, a zarazem fanatyczny Informatyk zgłębia tajniki neurochirurgii i buduje idealny skafander, „obsługujący” wszystkie zmysły człowieka. Skafander ten, nie zaburzając normalnych funkcji organizmu, drogą radiową komunikuje się z zewnętrznym komputerem.

Do założenia tego skafandra namawia własnego brata Adama (nikt obcy nie chciał mu zaufać). Adam ma pewną „słabość” – jest miłośnikiem gier komputerowych. Brat specjalnie dla niego pisze SUPER-GRĘ: symulator jazdy samochodem. Wirtualny samochód, marki „Adam”, to prawdziwe cudo techniki, o jakim nawet nie śnił „James Bond” („wirtualny” – oznacza: urojony, nieistniejący w rzeczywistości). Skafander łączy Adama ze wszystkimi podzespołami wirtualnego „Adama”: wirtualny zbiornik paliwa podłączono do receptorów w żołądku, wirtualną kamerę z komórkami siatkówki oka, wirtualny mikrofon do uszu, wirtualne koła z nogami, wirtualny klakson ze strunami głosowymi itd. Pełna „naturalność”, nawet chwytne manipulatory sprzężono z zakończeniami nerwowymi rąk Adama.

Adam może „do upadłego” jeździć „Adamem”, a jednocześnie realizować wszystkie funkcje życiowe. Nie umrze z głodu, bo tankując wirtualne paliwo jednocześnie podaje sobie pokarm do ust, nie grożą mu odleżyny, bo jeżdżąc „Adamem” jednocześnie wykonuje ćwiczenia gimnastyczne, itd.

Aby Adamowi zbyt szybko nie znudziła się jazda „Adamem”, brat wprowadza do gry drugi samochód. Jest to zgrabne autko, co prawda, o niższych parametrach technicznych, ale za to alufelgi, spojlerek i stylowa karoseria – miło popatrzeć.

Porozumiewanie się z Bratem przechodzi na poziom softwarowy.

Skafander wyposażono we dwie istotne funkcje, których uruchomienie, "z konieczności", również odbywa się z poziomu oprogramowania. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wszystkie receptory i efektory zaangażowano w obsługę „Adama”. Rolę symbolicznych przełączników dla funkcji wbudowanych w skafander pełnią dwie (także wirtualne) Stacje Benzynowe:

Stacja Życia – zatankowanie benzyny na tej Stacji powoduje odłączenie skafandra od ciała Adama i powrót do normalnego (rzeczywistego) życia;

Stacja Wiadomości – zatankowanie benzyny na tej Stacji wyłącza u Adama świadomość (pamięć), że jest człowiekiem ze skafandrem na plecach (czyli całkowicie wczuwa się w rolę samochodu marki „Adam”).

Wcześniej BRAT lojalnie poinformował Adama o znaczeniu oraz ewentualnych skutkach zatankowania samochodu na Stacji Wiadomości. Adam, nie wnikając w szczegóły, ochoczo zarzucił skafander i rozpoczął harce. „Ewa”, poszukując nowych wrażeń, wkrótce zatankowała na Stacji Wiadomości.
- Uwolnij wszystkie swoje zmysły, to jest dopiero jazda, prawdziwe brum-brum! - mówi do Adama.
Adam, maniak gier, zapomina o przestrogach i dawaj - Super paliwko.

Ale, co to?
Jeszcze przed chwilą był KIMŚ, a teraz już nie wie KIM. Wie jedynie, że od TERAZ jest samochodem marki „Adam”. Wie również, że TO się stało za sprawą zatankowania na Stacji Wiadomości, przed którą ostrzegał go „BRAT”.

A KIM jest „BRAT”? Tego „Adam” też już nie wie.
Jeszcze trzyma w swoich STALOWYCH rękach WĘŻA do tankowania paliwa...

-Cóżeś zrobił, głupcze! Zniszczyłeś swój centralny komputer pokładowy. Nie będziesz już jeździł po torach wyścigowych ani autostradach, ale po polnych drogach. Bo teraz nadajesz się już tylko na polne drogi.

***

Podczas wspólnej przejażdżki „Adam” niechcący lekko potrącił "Ewę".  „Zabawa” ta spodobała się zarówno „Adamowi”, jak i „Ewie”. No, i przybyło samochodzików...

Bajka???

Stoimy u progu nowej ery, gdzie wszystkie nasze zmysły będziemy mogli podłączyć do komputera. Wtedy cały nasz świat będą stanowić „obrazy” i „doznania”, jakie generuje nam oprogramowanie komputera. Również nasze reakcje na wirtualne „bodźce” mogą mieć swoje wirtualne odzwierciedlenie. Już obecnie notuje się znaczące "sukcesy". Pojawia się coraz więcej doniesień „wyjaśniających” biochemiczne podstawy naszej świadomości.

Opisany scenariusz, kojarzący się z filmem „Matrix”, w świetle dotychczasowego postępu techniki, może być zupełnie realny już w nieodległej w przyszłości.

Należy zauważyć, że „Ewa” może być wyłącznie wirtualna. „Grzech” pierworodny ma miejsce w chwili zakładania wirtualnego skafandra. Reszta, to pole do popisu dla Brata-Szatana. Po spożyciu owocu z Drzewa Wiadomości Adamowi zamykają się „oczy” - staje się i ślepy, i nagi. I chociaż to „Ewa” popełni grzech „pierworodny”, celem wirtualnych męczarni „Adama” będzie odłączenie go od „komputera”. Ponieważ „reguły gry” ustala „BRAT-software”, zanim nastąpi „GAME OVER”, Adam zawsze jakieś „grzechy” popełni. Przepisy drogowe co chwila się zmieniają. Raz obowiązuje ruch PRAWOstronny, raz LEWOstronny – więc „Adam” zawsze kogoś potrąci, lub „złośliwie” komuś zajedzie drogę...

Po zatarciu silnika, Adam ze zdumieniem zauważa, że nie jest wrakiem samochodu, ale „nową istotą”  w innym świecie - z pełnym „bagażem” grzechów. A te „grzechy” odpuszcza mu „BRAT”, odziany w pawie pióra. Możliwy jest także wariant "gry", w którym „niebo” jest również wirtualne i odpowiada mu jedynie przejście na następny poziom gry, oraz nowe wcielenie (np. w samolot). W tym „modelu” nie mamy żadnych możliwości samodzielnego uwolnienia się. Śmierć (cielesna) nie istnieje – śmiercią jest posiadanie skafandra na ciele. „Samobójstwo”, które popełnimy, przeniesie nas jedynie do „innego świata”.

„BRAT” może zmieniać reguły rządzące wirtualnym światem, uderzyć wszelką plagą, oraz powiedzieć „Jam jest twój BRAT”. „BRAT” może sprawić, że korozja błyskawicznie zeżre karoserię „Adama”. Wystarczy w komputerze uruchomić odpowiednią procedurę. Lepiej takie zmiany wprowadzać powoli oraz jakoś to „wytłumaczyć”, bo „świadomość” „Adama” mogłaby „coś” podejrzewać. Więc do gry wprowadza się uczonego „pseudo-Adama”, który dostarcza niezbitych dowodów, że „to kwaśne deszcze powodują korozję karoserii, efekt braku ekologicznej odpowiedzialności całego rodu Adama”. Zgodnym chórem potwierdza to odkrycie wielu innych „Pseudo-Adamów”.

Nasz Informatyk - sam nie wiedząc, że żyje w świecie urojonym – zbudował Pułapkę dla swojego brata.

Jakie korzyści może mieć nasz diabelski Informatyk z Adama?
Adam może mu przekopać ogródek, posprzątać dom, i wykonać wiele innych rzeczy. Bo Adam nie wie, że przekopuje ogródek – jako „Adam” próbuje dokopać się do wirtualnych pokładów ropy naftowej. Przecież musi coś „jeść”, aby „żyć”.

Najważniejsze jednak może być wykorzystanie "Adama" w celach militarnych, jako inteligentnego "żołnierza-robota".

W przypowieści o Synu Marnotrawnym jakby brakowało „zakończenia”. Czy jesteśmy potomkami Syna Marnotrawnego, którego Brat „wyprowadził w pole”. Czy „piętą” Adama była Ciekawość (pierwszy stopień do Piekła), a „głową” Brata-węża – Pycha.

Powyższy model „upadku” „Adama” wydaje się być naiwny, oparto go wyłącznie o dostępne nam wyobrażenia dla świata materialnego. Spełnia jednak warunek, że „Adam” został „stworzony na wzór i podobieństwo” Adama.

Możliwe, że bliższy rzeczywistości „model” oferuje tzw. KDG (Koncept Dipolarnej Grawitacji) propagowany przez twórcę Totalizmu „Profesora” Pająka. Koncept ten należałoby rozważyć z punktu widzenia interesów propagandowych „Boga”-Diabła oraz krytycznie podchodzić do wszystkich konceptów tego Konceptu. Nieukrywanym celem Totalizmu jest zbudowanie nowego ładu polityczno-religijnego. W moim przekonaniu, KDG nie opisuje Boga, ale „świat” stworzony przez „Boga”-Diabła. Elementy KDG dostępne są na stronach: http://jan-pajak.com/dipolar_gravity_pl.htm

Wiele zapisów wskazuje, że „Pan tego świata” bezwzględnie panuje nad naszym ciałem. Prawdopodobnie niemal całkowicie panuje także nad naszą duszą. Przemawia za tym fakt, że nasza dusza nie potrafi się sama „namacać”. Wygląda to tak, jakby wszystkie „receptory” naszej duszy zostały przełączone na odbiór „zero-jedynkowych” bodźców ze świata materialnego, charakterystycznych dla przewodnictwa nerwowego.

Dlaczego te „receptory” ulegają odblokowaniu dopiero po „śmierci”?
Warto takie pytanie zadać „Bogu”.

Gatunek ludzki w swojej naturze biologicznej (cielesnej) jest wytworem szatańskim. Homo sapiens jest bodajże jedynym w przyrodzie „gatunkiem”, gdzie PŁEĆ PIĘKNA jest obiektem zalotów. Mimo, że większą część DNA dziedziczymy po matce (np. DNA mitochondrialne), to w swoim duchowym pochodzeniu wywodzimy się raczej od „Adama”. Istnieje szereg przesłanek, że kobiety stanowią kolejny szczebel upadku Boga. Jeżeli zostanie „odkryte” „brakujące ogniwo”, będzie to Wielkie Oszustwo Naukowe, będzie to kolejny krzyż dla Nauki Jezusa. Bo „brakujące ogniwo” jest sprzeczne z Nauką Jezusa.

Co ciekawe, Wielka Nierządnica, jak przystało na Nierządnicę, zdaje się akceptować ewolucyjne pochodzenie człowieka. A przez ok. 200 lat potępiała teorię Kopernika.

Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, jest prawdopodobnie efektem wolnej woli Adama, aczkolwiek dał się zwieść podstępem.

Można sobie wyobrazić kilka przypadków, które uniemożliwiają bądź powstrzymują Boga Ojca przed dokonaniem interwencji:
jeżeli interwencja Boga będzie naruszać naszą wolną wolę;
jeżeli sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, wynika z naszej zasłużonej winy;
jeżeli jesteśmy w stanie sami uporać się ze swoim „problemem”.

Z zapisów w Księdze Rodzaju wynika, że uwolnimy się sami. Takiego zdania jest również doktor Jan Kwaśniewski (cytaty w komentarzach). Także w Apokalipsie nie powiedziano jednoznacznie, czy nastąpi interwencja Boga Ojca. Mam tu na myśli fragment: „...a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich” (Ap 20:9).

Przypuszczam, że poczynania „Pana tego świata” są pod nadzorem Boga Ojca i jego Aniołów. Jeżeli zostanie złamana jakaś nadrzędna zasada, możliwe, że wtedy nastąpi interwencja ze strony naszego Ojca (chociażby w postaci nowego Ducha Proroctwa). Z dwojga złego, „Pan” przyjmie raczej wariant „ewolucyjny”, uwalniając pojedyncze dusze, co daje mu więcej czasu. Z drugiej strony, świadomy swego nieuchronnego losu, dwoi się i troi, by omamić wszystkie narody.

Istnieje dosyć powszechne oczekiwanie, że Jezus (indywidualnie) przyjdzie w mocy „sądzić żywych i umarłych”. Przeciwko takim oczekiwaniom przemawia fragment w Apokalipsie, przedstawiający Jezusa przechadzającego się wśród siedmiu złotych świeczników (Ap 1:13; Ap 1:20; Ap 2:1). Przypuszczam, że odwołano się tu do fragmentu z Księgi Zachariasza (Za 4:1-10; cytat w komentarzach)

Jeśli przyjąć powyższą interpretację dla apokaliptycznych siedmiu świeczników, wówczas Jezus zdaje się mówić: „Jeżeli czekasz z założonymi rękami i masz nadzieję, że przyjdę uwolnić cię od twoich nieszczęść, to nie zrozumiałeś mojej Nauki”.

Nie siła, nie moc, ale Duch mój [dokończy dzieła] - mówi Pan Jezus - siedem owych [świeczników] to moje oczy, które przypatrują się całej ziemi.

Konsekwencje takiego odczytania skutkują znacząco odmiennym rozumieniem pozostałych fragmentów Apokalipsy. To nasza wspólna, zbiorowa moc, dokończy dzieła - wiedziona Duchem Proroctwa Jezusa. Jezus położył fundamenty pod Nowe Jeruzalem, do Jezusa będzie również należeć dokończenie jego budowy.

Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów...

10:53, har_magedon
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 listopada 2006
#18. Stało się!

Odpowiedzieli Mu Żydzi:
Nie chcemy Cię kamienować
za dobry czyn, ale za bluźnierstwo,
za to, że Ty będąc człowiekiem
uważasz siebie za Boga.

Odpowiedział im Jezus:
Czyż nie napisano w waszym Prawie:
Ja rzekłem: Bogami jesteście?
Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych,
do których skierowano słowo Boże
- a Pisma nie można odrzucić
(Jn 10:33-35)

Mam świadomość, że treści zamieszczone dalej dla wielu osób będą wysoce kontrowersyjne. W moim przekonaniu, do przedstawionych dalej wniosków prowadzi logiczne odczytywanie Nauki Jezusa, której dopełnieniem jest Apokalipsa. Tym, którzy ten wpis będą uważać jako bluźnierstwo proponuję przeczytać Apokalipsę - od początku ...aż do skutku.

Celem tego wpisu jest próba udzielenia odpowiedzi na odwieczne pytanie:
Kim jesteśmy?

Dziedzictwem Nauki Jezusa jest przekazanie nam, że jesteśmy Dziećmi Bożymi, a Bóg w swojej miłości przekazał nam wszystko:

Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. (Mt 7:9-11)

Jezus w powyższych słowach mówi, że Bóg Ojciec w swojej Doskonałej Miłości przerasta naszą, ludzką miłość. Czy ty, Czytelniku, dążyłbyś do tego, by twoje dziecko urodziło się ślepe? A gdyby się tak stało, czy nie starałbyś się jak najszybciej „otworzyć mu oczy”.

Większość rodziców w minione „święto zmarłych” oprowadzała swoje dzieci pokazując im groby przodków: „tu leży twój dziadek, a tu pradziadek” (przy okazji, niestety, odprawiając czary nad grobami). Nikt nie stara się ukryć przed swoimi dziećmi ich korzeni. Ludzkość całą swoją wiedzę o swoim jestestwie musiała wydrzeć „Bogu”, w wielkim wysiłku przez tysiąclecia.

Dlaczego nasz „Ojciec” się przed nami „ukrywa”?
Odpowiedzi udzielił już dawno temu Jezus (patrz wpis #10).
Bo nasz „Ojciec” ma „coś” do ukrycia!
Bo naszym „Ojcem” jest Diabeł.

Kim zatem jesteśmy?
Tylko lęk przed bluźnierstwem powstrzymuje nas od odpowiedzi.

Punktem wyjścia do dalszych rozważań są poniższe słowa Jezusa:
Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. (Jn 4:1-24)
Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. (Jn 6:63)

Czyli naszą Istotą jest Duch.
Duch (dusza) jest niecielesną częścią naszego jestestwa, która mówi nam „Ja Jestem” - to nasza świadomość swojego istnienia. Sama świadomość swojego istnienia nie wystarcza, aby udzielić odpowiedzi na powyższe pytanie.

Tej odpowiedzi Jezus udziela nam jednoznacznie w swoich słowach do Kościołów, oraz w innych częściach Apokalipsy:

Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.
Zwycięzcy dam spożyć owoc z drzewa życia, które jest w raju Boga. (Ap 2:7) Zwycięzcy śmierć druga na pewno nie wyrządzi szkody. (Ap 2:11) Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje. (Ap 2:17) A zwycięzcy i temu, co czynów mych strzeże do końca, dam władzę nad poganami, a rózgą żelazną będzie ich pasł: jak naczynie gliniane będą rozbici - jak i Ja to wziąłem od mojego Ojca - i dam mu gwiazdę poranną. (Ap 2:26-28) Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już nie wyjdzie na zewnątrz. I na nim imię Boga mojego napiszę i imię miasta Boga mojego, Nowego Jeruzalem, co z nieba zstępuje od mego Boga, i moje nowe imię. (Ap 3:12) Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. (Ap 3:21)

W powyższych słowach Jezus daje nam do zrozumienia, że jesteśmy Bogami, a w swojej istocie jesteśmy identyczni oraz równi naszemu Ojcu. Nie wyklucza to, że winniśmy Mu „pokłon”, bo jest Panem Panów i Królem Królów, bo miarą Boskości jest wielkość naszej posługi wobec naszych bliźnich. Temat ten spróbuję rozwinąć w jednym z następnych wpisów.

Jezus jako pierwszy śmiertelnie ranił największą głowę Smoka (Pychę), która mówi: „Jam jest twój Bóg”. Cytowane jako motto słowa Jezusa z pewnością wywołały poruszenie w obozie Bestii: „Powiedział, że jest Bogiem, więc przerobimy go na „Boga”. I przerobiono. Przerobiono go na „Boga”, któremu wszyscy „oddają cześć we dnie i w nocy”. Wbrew Jego rzeczywistym intencjom.

Bo Bestiom jest wszystko jedno, w co wierzysz – czy w Słońce (wielokrotnie wymienione w Apokalipsie, jako symbol czczonego bóstwa), czy w święte drzewo, czy w święte krowy, czy w obraz Jezusa (Bestii). Dla Bestii ważne jest to, aby ludzie czcili posągi (obrazy) i uprawiali czary. Taki był m.in. cel posłania „Drugiego Jezusa”.

Obecny czas charakteryzuje znajomość 6-ciu pieczęci. Odzwierciedleniem tego jest opis chrześcijańskiego „nieba”, zamieszczony w Apokalipsie pomiędzy otwarciem 6-tej, a 7-mej pieczęci.

Nowe Jeruzalem powstanie dopiero po „otwarciu” przez ludzkość (w „morzu”) 7-mej pieczęci. Jezus otworzył 7-mą pieczęć „tam” – „dał mu Bóg” (Ap 1:1). Dla nas Jezus (poprzez Anioła) przekazuje 7-mą pieczęć w Apokalipsie w formie „odpieczętowanej”:
Dalej powiedział do mnie: Nie kładź pieczęci na słowa proroctwa tej księgi, bo chwila jest bliska. (Ap 22:10)

Naszym zadaniem jest jedynie odczytanie Jego Proroctwa:
Błogosławiony, który odczytuje, i którzy słuchają słów Proroctwa, a strzegą tego, co w nim napisane, bo chwila jest bliska. (Ap 1:3)

To odczytując Apokalipsę dowiadujemy się, że władza „Pana Tego Świata” sięga dalej, poza nasz materialny świat. Zasadnicza różnica między obecnym „niebem”, a Nowym Jeruzalem polega na tym, że w obecnym „niebie” panuje hierarchia „Panów”, rozciągająca się aż do naszego, materialnego świata.

Zupełnie inaczej będzie w Nowym Jeruzalem:
I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI”. (Ap 21:3)

Nie będzie Bogiem „nad nimi”, ale „BOGIEM Z NIMI”.
Między jednym, a drugim niebem zionie przepaść, jak między monarchią, a demokracją. Nasz Ojciec traktuje nas jako Podmiot. Każdy sam w sobie stanowi niezależny byt. Nie jesteś częścią Boga, jesteś Bogiem sam w sobie.
Niezależnym, samodzielnym, odrębnym!

Pochodną tego jest pewien szczególny typ „wiary”, który można nazwać „ateizmem duchowym”.
Ta „wiara” zakłada, że istotą człowieka jest Duch, nad którym NIE istnieje Duch wyższego rzędu. Oznacza to odrzucenie wszelkich praktyk religijnych i innych czarów. Sądzę, że do takiej „wiary” nie można dotrzeć samodzielnie będąc w mocy „Pana tego świata”, a jednocześnie odrzucając doświadczenia wszystkich pokoleń.

Powyższy wywód może budzić autoironię, kiedy spojrzymy w lustro i uświadomimy sobie całą naszą ludzką ułomność.
Kto i po co dał nam ciało?

Wiele przemawia za tym, że to „Pan tego świata” zdegradował „swoich” poddanych do istot małpokształtnych. Ta degradacja (uwięzienie duszy) może mieć wymiar sprowadzania w „niebyt”. Taką wymowę ma poniższy fragment wspomnień M-T Benedict’a ze swojego pobytu w „zaświatach” (omówiony szerzej we wpisie #9):

Z tego, co widziałem, byłbym szczęśliwy, będąc atomem w tym Wszechświecie. Atomem. A być częścią Boga jako człowiek to... najwspanialsze błogosławieństwo.

Pełny tekst Benedict’a dostępny jest na stronie:
http://www.nautilus.org.pl/article.php?articlesid=362

Czy rzeczywiście „Panu tego świata” udało się uwięzić wiele dusz w materii martwej. Wyobraź sobie, że jesteś „atomem” ze swoją świadomością „Ja Jestem” i zastanawiasz się: kim jestem i co tutaj robię? Czy zadowoli cię odpowiedź: wiruję na wieki wieków, ku chwale mojego Pana?!!! Czy tak wygląda apokaliptyczne jezioro ognia i siarki?
To bardzo ważne pytanie.

„Degradacja dusz” może odbywać się „dobrowolnie” (za zgodą "upadłej" duszy), przyjmując karę za „swoje” czyny z poprzedniego wcielenia. Taką filozofię próbuje wdrożyć „twórca” Totalizmu, „Profesor” Pająk, wspomniany we wpisie #12, #13 i #14. Totalizm uznaje „duchowość” materii martwej, a każdy z nas jest „cegiełką” Boga wyższego rzędu. Elementem tej filozofii jest „karma”, jako narzędzie „sprawiedliwości” Bożej. Akceptacja „filozofii karmy” prowadzi do świadomości umysłu, który dopuszcza nieustanną degradację swojej duszy.

Czy istnieje Bóg w znaczeniu Absolutu, pierwotna przyczyna wszystkiego? Czy istnieje Bóg nieuchwytny nawet na poziomie duszy, który subtelnie i niedostrzegalnie wpływa na naszą rzeczywistość?
Możliwe, że tak.
Na obecnym, cielesnym poziomie naszego istnienia, powinniśmy raczej odrzucić takie poszukiwania. Z uwagi na istnienie „Pana tego świata”, poszukiwania takie mogą okazać się zgubne, a zwłaszcza zgubne może być dopatrywanie się śladów jawnej ingerencji Absolutu. Za takim zachowaniem, w moim odczuciu, przemawia Apokalipsa. Takie zachowanie wydaje się być uzasadnione również z punktu widzenia Absolutu (o ile taki istnieje).

Jeżeli przyjmiemy, że Bóg (Pierwszy Stwórca) przekazał wykonywanie sądu w ręce człowieka (Dzieci Bożych) (Jn 5:27; Ap 20:4; Ap 20:12), to musimy odrzucić niewidzialną, a zarazem „karcącą rękę boską”. Tym samym, za wszystkie plagi nawiedzające ziemię odpowiedzialny jest „Bóg”-Diabeł.

09:02, har_magedon
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 października 2006
#17. ...i zmartwychwstał dnia trzeciego.

Bo tysiąc lat w Twoich oczach
 jest jak wczorajszy dzień,
który minął, niby straż nocna.
 
(Ps 90:4)

 Zmartwychwstanie Jezusa stanowi podstawowy element wiary chrześcijan, jest także przedmiotem wielu spekulacji oraz krytyki.

 Zarówno wskrzeszanie „umarłych”, jak i „zmartwychwstanie” nie jest zjawiskiem odosobnionym dla Jezusa. Wskrzeszenia dokonywano zarówno przed, jak i po Chrystusie. Przykładem może być Eliasz:
Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza, gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło. (1 Krl 17:22)

 Zapis zamieszczony w Psalmie 30 wskazuje, że zmartwychwstania mógł także dostąpić Dawid:
Panie, dobyłeś mnie z Szeolu, przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu. (Ps 30:4)

Wskrzeszenia umarłych dokonują także apostołowie: Piotr i Paweł (Dz 9:36-42; Dz 20:9-12; patrz komentarze). Szereg współcześnie notowanych przypadków „śmierci klinicznej”, w mojej ocenie, należy uznać jako „zmartwychwstanie” (patrz także wpis #9).

Zasługą Jezusa jest to, że odmienił nasze spojrzenie na śmierć, tym samym, znacznie osłabił nasz „zwierzęcy” instynkt samozachowawczy oraz strach związany ze śmiercią.

Jezusowi przypisuje się unikalny przypadek przepowiedzenia swojej śmierci oraz zmartwychwstania, co odzwierciedla jedna z pieśni wielkanocnych (cytuję z pamięci): „bo zmartwychwstał samowładnie, jak przepowiedział dokładnie”. Przeglądając zapisy czterech Ewangelii można zauważyć, że czasowo sprecyzowana zapowiedź zmartwychwstania występuje jedynie u synoptyków, u których, podobnie jak w wielu innych elementach, doszukać się można wielu sprzeczności.

Nawet u tego samego ewangelisty „Jezus” wielokrotnie zmienia swoje zamiary. Poniższe fragmenty przedstawiają, jak „dokładnie” „Jezus” przepowiedział swoje zmartwychwstanie:

Żaden znak nie będzie dany:
Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty. Nadeszli faryzeusze i zaczęli rozprawiać z Nim, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu. I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę. (Mr 8:10-13)

Jezus powstanie z martwych:
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. (Mr 9:9-10; patrz także Mt 17:9)

Dany będzie znak Jonasza:
Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. (Mt 12:38-40)

Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba. Lecz On im odpowiedział: Wieczorem mówicie: Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni, rano zaś: Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione. Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Z tym ich zostawił i odszedł. (Mt 16:1-4)

A gdy tłumy się gromadziły, zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. (Łk 11:29-30)

Po trzech dniach zmartwychwstanie:
On ich zapytał: A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. (Mr 8:29-31)

Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileję, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. (Mr 9:30-32)

Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie. (Mr 10:33-34)

Trzeciego dnia zmartwychwstanie:
Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. (Mt 16:20-21)

A kiedy przebywali razem w Galilei, Jezus rzekł do nich: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. I bardzo się zasmucili. (Mt 17:22-23)

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie. (Mt 20:17-19)

Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. (Łk 9:20-22)

Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. (Łk 18:31-33)

Z uwagi na argumenty zamieszczone we wpisie #2, opisy „zmartwychwstania” zawarte u synoptyków nie powinny być przedmiotem rozważań w omawianym tu temacie.

Jezus jednak „zmartwychwstaje” także u Jana, ku ogromnemu zaskoczeniu uczniów:
Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych. (Jn 20:9)

Psychologiczne przygotowanie świadomości uczniów na objawienie „zmartwychwstania” odbywa się powoli, a rolę „mediatora” odgrywa Maria Magdalena. Kobiety, jako istoty łatwowierne oraz podatne na sugestię są doskonałym narzędziem Szatana („gdzie Diabeł nie może, tam babę pośle”).

To Maria Magdalena jako pierwsza stwierdza, że grób jest pusty. Kiedy uczniowie już TO „przełknęli”, ponownie, to Marii Magdalenie, jako pierwszej, ukazuje się „zmartwychwstały”. Słowa wypowiedziane do Marii Magdaleny nadal nie zapowiadają, aby Jezus miał się ukazać uczniom:
Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział. (Jn 20:17-18)

Całość wywołuje rozterkę w umysłach uczniów, zaczynają zapominać słowa, które Jezus powiedział do nich niespełna tydzień wcześniej:
Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu - bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś - bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie - bo władca tego świata został osądzony. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz /jeszcze/ znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. (Jn 16:7-13)

Tu krótka dygresja:
Jezus nie może (lub nie chce) powiedzieć wszystkiego, obiecuje Pocieszyciela – Ducha Prawdy. Czy tym „Pocieszycielem” był Duch, który „rękami” Piotra zamordował Ananiasza i Safirę? (cytat w komentarzach). A może jest nim Anioł dający Objawienie Janowe – Apokalipsę?

Jeżeli przyjmiemy Apokalipsę, jako (dotychczasowe) dopełnienie misji Jezusa, wówczas dowiadujemy się, że „Świadectwem bowiem Jezusa jest duch proroctwa” (Ap 19:10).

Tym „świadectwem” nie jest ani chrzest, ani eucharystia (patrz #2), ani zmartwychwstanie.

Jeżeli nie odrzucimy Apokalipsy, to musimy przyjąć nadrzędność Apokalipsy nad wszystkimi przekazami ewangelicznymi. Nasz problem sprowadza się do odczytania Apokalipsy, której treść nie bez powodu została „zaszyfrowana”- tak, aby do otwarcia jej pieczęci „nikt nie znalazł się godzien” „na niebie ani na ziemi, ani pod ziemią” (Ap 5:1-4).

Przed pojmaniem Jezus zapowiada, że kiedyś ujrzymy Go: 
Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: Co to znaczy, co nam mówi: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie; oraz: Idę do Ojca? Powiedzieli więc: Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi. Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. (...) Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. (Jn 16:15-22)

Czy tą „chwilą” był Dzień Przygotowania oraz Paschalny Szabat?
Czy na Ziemi ten dwudniowy smutek promieniuje radością już od 2000 lat?

Gdyby założyć, że „wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia” uczniom rzeczywiście ukazał się Jezus, to należałoby podjąć próbę wyjaśnienia: dlaczego Jezus „powrócił”? Przypuszczam, że szukał Sprawiedliwości po „tamtej stronie”. Mógł Go spotkać ten sam los, co M-T Benedict’a (patrz #9).

Zmartwychwstanie w postaci cielesnej pozostaje w sprzeczności z poniższymi słowami Jezusa:
Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. (Jn 4:1-24) Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. (Jn 6:63)

Z omawianym tematem, w moim odczuciu, wiąże się fragment Apokalipsy opisujący Dwóch Świadków, stojących przed „Panem Ziemi” (Ap 11:1-13; patrz także Za 4:11-14; cytaty w komentarzach). Owych Dwóch Świadków reprezentuje „Drugi Jezus” – autor eucharystii (patrz #2) oraz zmartwychwstania (osobowe ucieleśnienie apokaliptycznej Bestii i Fałszywego Proroka). Ich „zwłoki” (czyli Jezus w grobie oraz Jezus „zmartwychwstały”) widzimy co roku, przez „trzy i pół dnia”, tj. od Wielkiego Piątku po Lany Poniedziałek na „placu” Wielkiej Nierządnicy, gdzie także ukrzyżowano Naukę Jezusa. Ci „dwaj prorocy” „mają władzę zamknąć niebo, by deszcz nie zraszał dni ich prorokowania”. I rzeczywiście, „ich” proroctwa nie wypełniły się w swoim czasie, np.:
Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy. (Mt 10:23)

Napisano też, że „ci dwaj prorocy mieszkańcom ziemi zadali katuszy”, co w moim przekonaniu oznacza, że zapowiedziane przez nich „katusze” wypełnią się, kiedy Syn Człowieczy zapuści swój Sierp (Ap 14:14-20).

Jezus w Apokalipsie zapowiada swój powrót, tak, jak to przepowiedzieli „Dwaj Świadkowie” (Mt 24:1-51; Mr 13:1-37; Łk 21:1-38):
Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. (Ap 1:7)

Jest jeszcze noc. Jest jeszcze bardzo ciemno.
Czy dostrzegasz jednak, Czytelniku, pierwszą jutrzenkę.
To zmartwychwstanie może mieć swój początek także w Twojej głowie...

 

09:28, har_magedon
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 października 2006
#16. Kto ma uszy, niechaj posłyszy...

A Jezus znowu rzekł do nich:
Pokój wam!
Jak Ojciec Mnie posłał,
tak i Ja was posyłam.
(Jn 20:21)

Kto ma uszy,
niechaj posłyszy...

(Ap 2:7)
(Ap 2:11)
(Ap 2:17)
(Ap 2:29)
(Ap 3:6)
(Ap 3:13)
(Ap 3:22)
(Ap 13:9)

Na Ziemię nadchodzi czas Wielkiej Próby:

Skoro zachowałeś nakaz mojej wytrwałości
i Ja cię zachowam od próby,
która ma nadejść na cały obszar zamieszkany,
by wypróbować mieszkańców ziemi.
(Ap 3:10)

Im wcześniej to zrozumiesz, tym mniej dotkliwa będzie dla Ciebie ta Próba.

 

I to nie Jezus będzie cię „próbował”, ani karcił, ani ćwiczył:
Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani, a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia. (Ap 2:10)

Jezus oddał swoje „życie” i oddał swoją „śmierć”, aby możliwie jak najwięcej Swoich Owiec ocalić, aby Swoim Owcom dać Życie.

A o cokolwiek prosić będziecie
w imię moje,
to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu.

O cokolwiek prosić mnie będziecie
w imię moje,
Ja to spełnię.
(Jn 14:13-14)

Do tej pory o nic nie prosiliście
w imię moje:
Proście, a otrzymacie,
aby radość wasza była pełna.
(Jn 16:24)

W Imię Jezusa oznacza oddać swoje ”życie”, i oddać swoją „śmierć” – nie dla siebie, a dla bliźnich.

Bo Jezus nadal „żyje” i nadal cierpi, aby wszyscy „powołani, wybrani i wierni” ( Ap 17:14) otrzymali Życie.

Bo „zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu” (Ap 12:5). Jezus miał wybór: mógł zbawić tylko siebie, lub zbawić i siebie, i Swoje Owce. Dlatego wybrał „życie”, i został porwany przez „Boga”-Diabła.

To „porwanie” będzie miało także swoją drugą, Prawdziwie Boską realizację – i wtedy otworzą się nam drzwi w „niebie” – aby wyjść!!!

Dlatego też, Jezus jest tym, który Otwiera i Zamyka.
Dlatego też, Jezus jest Pierwszym i Ostatnim.
Bo Jezus na samym końcu wybawi samego siebie!!!

Dlatego też, w Imię Jezusa NIE oznacza, aby zrobić znak krzyża na czole i mordować bliźnich.

Jezus powołuje nas wszystkich do Kapłaństwa.
Kapłaństwo, do którego powołuje nas Jezus, jest dramatycznie różne od „kapłaństwa” uprawianego przez Wielką Nierządnicę.

W Apokalipsie wielokrotnie pojawia się słowo „imię” (np. Ap 13:8; Ap 15:4; Ap 17:8; patrz także #6).

Pamiętaj, ty sam jesteś Kowalem swojego Imienia.

To od Ciebie zależy, czy Twoje Imię jest zapisane w Księdze Życia, a ta jest niezmienna od założenia świata.

Jezus powołuje wszystkie swoje Kościoły: i z Efezu, i ze Smyrny, i z Pergamu, i z Tiatyry, i z Sardes, i z Filadelfii, i z Laodycei.

Do którego Ty należysz?
Jeżeli poprosisz, w Imię Jezusa, to będzie Ci objawione...

Masz szansę wsiąść do Pociągu Jezusa, który odjedzie tylko raz!!!

P.S.
Wcześniej uważałem (patrz #7), że tym jedynym sakramentem jest małżeństwo. Kierowałem się ewangelicznymi słowami Jezusa (Mt 5:27-32). „Umknęło” mojej uwadze, że „Świadectwem bowiem Jezusa jest duch proroctwa” (Ap 19:10). Kapłaństwo jest jedynym Sakramentem, który obowiązuje w „naszym świecie” oraz będzie obowiązywać w Nowym Jeruzalem. (Ap 1:6, Ap 5:10, Ap 20:6). Powyższe nie znosi przykazania: „Nie cudzołóż”, a oznacza jedynie tyle, że małżeństwo po prostu nie jest sakramentem.

09:52, har_magedon
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 października 2006
#15. I zapanowała w niebie „Cisza”, jakby na pół godziny...

Wtedy, jakby w dźwięku trąby
pośród deszczu spiralnych świateł,
Wielkie Światło przemówiło:

"Pamiętaj i nigdy o tym nie zapominaj;
sami się zbawiacie, ocalacie i leczycie.
Zawsze tak było. Zawsze tak będzie.

Zostaliście stworzeni tak,
byście mieli tę moc
jeszcze zanim powstał świat".
(patrz wpis #9)

Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie,
tak również dał Synowi:
mieć życie w sobie samym.

Przekazał Mu władzę wykonywania sądu,
 ponieważ jest Synem Człowieczym.
(Jn 5:26-27)

 Bóg, w swojej Nieogarniętej Ojcowskiej Miłości, dał swoim dzieciom wszystko.

Często widujemy, jakże bluźniercze, a zarazem będące wynikiem ludzkiej rozpaczy, nagrobkowe napisy: „Bóg tak chciał...”, „Bądź wola Twoja...”.

Jakże często pytamy się Boga: „Boże, dlaczego mi się to przytrafiło?”, a w rzeczywistości pytanie to kierujemy do siebie – jesteśmy Dziećmi Bożymi.

To Bóg się Ciebie pyta: 

Boże, dlaczego Cię to spotkało, ja dałem Ci wszystko.
Dałem Ci nawet moc zbawiania się, ty możesz nawet budować własne Niebo.
Ja nie chcę Ci niczego narzucać.

Zwłaszcza, nie oczekuję od Ciebie czołgania się na kolanach – bo jakim wtedy byłbym „Ojcem”?

 Synu, liczę na odrobinę szacunku z Twojej strony.

Synu, mam nadzieję, że od czasu do czasu w myślach podziękujesz mi, że TO, CO stworzyłem, jest Dobre.

Pamiętaj tylko o jednym, abyś nie krzywdził innych Moich Dzieci.

Świat, który zbudowałem, jest tak urządzony, że krzywda, jaką wyrządzisz – zawsze do Ciebie wróci. Chyba, że pokrzywdzony Ci tą krzywdę wybaczy.

Czy ja Ciebie karcę i ćwiczę?
TAK!!!?
Zapoznaj się z przypowieścią o Synu Marnotrawnym, a zrozumiesz...

 

Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.

Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.

A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu.

Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się. (Łk 15:11-32)

 

18:28, har_magedon
Link Komentarze (1) »
#14. „Święty”.

Strzeżcie się fałszywych proroków,
którzy przychodzą do was w owczej skórze,
a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.

Poznacie ich po ich owocach.
Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi?
Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce,
a złe drzewo wydaje złe owoce.

Nie może dobre drzewo wydać złych owoców
ani złe drzewo wydać dobrych owoców. (Mt 7:15-18)

Gonisz od świtu do nocy, zabiegasz o to, i o owo, forsujesz kolejne kłody, jakie rzuca ci pod nogi Bestia - aby osiągnąć więcej niż inni. Modlisz się, nie szczędzisz na ofiary dla „Boga” – a w nieznanym ci dniu przychodzi Złodziej, ...i tracisz wszystko, tak jak Hiob.

Niektórzy kłamią, kradną, a nawet mordują – bo system stworzony przez Bestie sprawia, że tym sposobem najłatwiej „coś” uzyskać. Ci, chociaż znacznie rzadziej, niż uczciwie zapracowani i zagonieni – również w nieznanej im godzinie tracą wszystko, a zwłaszcza dobre Imię (patrz #6).

Bo nie mają pieczęci „Boga” na czołach (Ap 7:4), bo liczba „opieczętowanych” jest zamknięta!!!
Znamię Bestii (patrz #6), które biorą na czoło lub na rękę nie daje żadnej gwarancji, a ich upadek ma miejsce w momencie najbardziej korzystnym dla interesów Bestii.

To niemal wszystkie afery, które wychodzą na światło dzienne.
Wiele „niemal doskonałych” kłamstw, kradzieży i zbrodni, o których „niemal” wszyscy zapomnieli – niespodziewanie wypływa na wierzch.

„Chytry lis”, któremu Opaczność (!) sprzyjała przez całe życie, nagle popełnia naiwny błąd, jak dziecko.
Kopał dołki, w które wpadł sam – jak pies.
Miałeś „pecha” – mówi jego najbliższy „przyjaciel” – ale nie martw się, wyciągniemy cię z tego. Mów „tak, a tak”, abyśmy wszyscy nie wpadli w szambo, bo wtedy nikt nam nie pomoże. Nim się zorientuje, że został „wyrolowany”, jest już za późno. Chce wszystko wyprostować – ale kto uwierzy Kłamcy?

A za tym wszystkim stoi Bestia, "otoczona" grupą "myśliwych" i stadem "psów".

Pierwszy szereg, to wzajemnie obszczekujące się psy, złośliwie i niemiłosiernie kąsające Naród.

Drugi szereg Bestii jest znacznie mniej liczny. To osoby budzące powszechny szacunek, o wysokiej kulturze słowa, wykształcone, rzadko wypowiadające się, wywodzące się z „zasłużonych” rodów, honorowi członkowie gremiów – autorytety.

ICH 10 rogów widzisz codziennie. To wszelakie wariacje na temat 10 przykazań Bożych, to różne traktaty filozoficzne, umoralniające poematy – które niczego nowego nie wnoszą. Oni kochają dzieci, ...choć sami nie mają dzieci.

Do ich „doświadczenia” ucieka się naród w chwilach trudnych. Ich wypowiedzi są wyważone, niejednoznaczne, ...i zawsze zgubne dla narodu. Prawie nikt potem nie pamięta, że to ICH GŁOS stanowił przyczynę zguby. OWOCE ich myśli dojrzewają w twojej głowie - to trucizna Narodów.

„Święty” cały czas kombinuje, jak ci „pomóc”. On chciał dobrze, ale NIKT go nie słuchał...

Oni z niezwykłym „poświęceniem” niszczą Narody.

W KLUCZOWYCH, decyzyjnych sprawach, „Święci” zabierają głos niechętnie i niezwykle rzadko, a ich wypowiedzi omotane są wielowątkowością, wszechstronnym spojrzeniem ...i każda interpretacja jest możliwa. Wypowiedzi „Świętego” skonstruowane są tak – aby odpowiedzi udzielił sobie czytelnik (słuchacz). Zastanawiasz się – niby taki mądry, a nie wiadomo co powiedział – może to ja jestem za głupi, aby go zrozumieć.

Nad interpretacją przesłania „Świętego” ...trudzą się psy. Charakterystykę „psów” dosyć dobrze uchwycił doktor Jan Kwaśniewski (patrz wpis #12). Sygnałem, że pies dobrze zrozumiał przesłanie, może być ...krytyka psa przez „Świętego” – jak zwykle, stonowana, niejednoznaczna. „Święty” rzadko zabiera głos, a jeszcze rzadziej krytykuje, i prawie nigdy nie pochwala – więc dla psa „krytyka” ta jest jednoznaczna.

W sprawach, gdzie głos ma naród, swoje stanowisko „Święty” przekazuje subtelnie i niejednoznacznie, np. udzielając audiencji, lub zapraszając „nieoczekiwanie” kogoś do papamobile.

Psy zawsze mają coś na sumieniu, więc uważnie wsłuchują się w GŁOS „Świętego”.

„Święty” sam niczego od nikogo nie bierze!
Jest szczególnym wyróżnieniem dla psa przyjęcie jego ofiary.
Ofiara musi być CZYSTA („koszerna”), aby cień podejrzliwości nie padł na „świętość” „Świętego”.

To z tego szeregu Bestii wywodził się nasz „rodak-pasterz” w owczej skórze. ONI są poza wszelkim podejrzeniem, ONI są sumieniem Narodów.

Wielu „psów” niespodziewanie i ze zdumieniem stwierdza, że „Pan” ich odstrzelił („ja tak bardzo się starałem, a ty teraz nie chcesz mnie...”). Doskonały przykład (anonimowy, niestety) relacji „Pan”-„pies” (coldcutx-arachnofil) znajdziesz na blogu:
http://prototal.blox.pl/2006/09/85-Zmiana-na-pozycji-Commander-in-Chief-totalizmu.html#ListaKomentarzy

jest to kopia bloga przebiegłego Kłamcy „Profesora” Jana Pająka:
http://totalizm.blox.pl/html/

Niestety, aby zrozumieć pokrętne cele i metody Totalizmu, trzeba bardzo duuużo czasu.

Zanim pozwoli się psu „pływać” po „morzu”, tak, aby nie gryzł obserwujących go z „ziemi” „Świętych”, trzeba go wytresować, czyli mieć na niego „haka” („haczyk” nie wystarczy). Posłuszeństwo „psów” jest zadziwiające... Przy pomocy tego „haka” w dowolnym momencie można psa wywlec, i utopić w „morzu”.

O działalności psa, złodzieja ludzkich dusz, Tadeusza R. wie doskonale prawie każde dziecko. Przez kilkanaście lat Wielka Nierządnica milczała, jakby o niczym nie wiedziała, a głosy „stamtąd” płynące były niejednoznaczne. A wystarczyło powiedzieć krótko i wyraziście: „To Złodziej i Bandyta”. Ostatnia „krytyka” Nierządnicy zatkała usta tym, którzy zarzucali jej brak stanowiska – nie była na tyle silna, aby dotarła do najbardziej ociemniałych dusz.

W jednym z „komentarzy” na temat głośnego ostatnio „Delegata”, wyczytałem: „Tylko gospodarz jest poza podejrzeniem”. A jakże!!!

Bestia wyposażona jest w wyrafinowany aparat wywiadu, w postaci sieci „okrętów” na „morzu”, gdzie „psy” poprzez „święte psy” wyznają swoje grzechy – w sakramencie pokuty.

***

Przychodzisz na ucztę „Pańską”, i patrzysz, i aż ci oczy wychodzą na wierzch, ale nie śmiesz skosztować – bo mógłbyś zwymiotować.

Wstyd!!!

Nie śmiesz nawet zapytać: „Panie, czemu na koniec przygotowałeś rzeczy tak wyborne i świetne”(Ap 18:14). Więc tylko patrzysz ze zdumieniem, i mówisz: „Dzięki Ci, Panie, że uczyniłeś te wszystkie rzeczy wyborne i świetne”. I cześć mu oddajesz – we dnie i w nocy!

I tylko przyglądasz się, jak twój „Pan” wpierdala „wszystkie rzeczy wyborne i świetne”.
Do czasu...

A przecież „Pan” mówił ci, że na końcu będą rzeczy wyborne i świetne.
Nie wierzyłeś mu?
Dlaczego?
Bo wiedziałeś, że twój „Pan” jest Kłamcą.
Ty nawet mu nie wierzyłeś, że nastąpi KONIEC!!!
Więc, póki nie koniec, jedzmy i pijmy, i lulki palmy, i tańce, i hulanki – swaWOLA.

Bywałeś na przeróżnych bankietach, przyjęciach, rautach, więc powinieneś wiedzieć, że rzeczy wyborne i świetne podaje się na samym końcu. Jako BYWALEC pouczałeś innych: „Wierzcie mi, na samym końcu podają rzeczy wyborne i świetne”.

Dlaczego nie posłuchały cię „twoje” owce. Bo ty sam jesteś Kłamcą, bo przed ucztą napchałeś swój żołądek krzywdą ludzką i wszelką niegodziwością.

Tym bardziej głupio ci powiedzieć do swojego PANA: „Ty skurwysynu, „tatusiu”, przecież o wiele bardziej wyborne i świetne rzeczy mogę sobie przygotować sam”. Ale masz problem – PAN ma na ciebie HAKA – to całe Twoje grzeszne życie, które teraz w swojej łaskawości PAN ci „odpuszcza”.

I za TO cześć mu oddajesz – we dnie i w nocy!

A twój rzeczywisty problem polega na tym, że ty nie wiesz, że to ty masz TAAAKIEGO HAKA na tego skurwysyna, PANA.
A skąd mogłeś wiedzieć?
No właśnie...

U Boga wszystko jest możliwe.
Jeszcze możesz zwymiotować, chociaż, zawsze trochę wstydu pozostanie. Jest szansa, że „twoje” owce ci odpuszczą...

P.S.
Rozpoczął się poPiSowy proces autodestrukcji „psów”. Kto będzie następny? Mam przeczucie, że będą to diabły z POpisu i inne PoSeLstwo Wielkiej Nierządnicy, może nawet z kurwikami.
Czytelniku, obudź się! Stoimy u progu wojny domowej.

18:11, har_magedon
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7