RSS
środa, 03 grudnia 2008
Mein Kampf i Obława (cz.1).
 

Stanisław Tym: ROZMOWY PRZY WYCINANIU LASU.
Wszystkim karpiom w Polsce poświęcam.

Mądry Polak po szkodzie
– Boże Narodzenie po wodzie
(Jerzy Dobrowolski).

Akt pierwszy

ZYZOL
Cholera jasna, psiakrew.

(Na scenę wchodzą jeszcze dwaj: Bimber z książką i Dunlop. Dunlop niesie wędzisko ucięte z jednego kawałka leszczyny).

DUNLOP {Dunlop to marka opon samochodowych}
Puścił, sukinkot, charakternik jeden.

ZYZOL
Ale tam. Gadanie. Jaki on tam znowu charakternik. Normalny karp.

DUNLOP
Normalny? Dziewiąty rok jak złowić się nie daje. A ten – że normalny karp.

ZYZOL
Cwany. Cwany jest i tyle.

BIMBER
Co, że cwany. Niemiec też był cwany. A przecież tego Szwaba ustrzelili.

ZYZOL
Jak chcieli, tak go ustrzelili.

BIMBER
Miejscami nam było się zamienić. Może.

DUNLOP
A po co się zamieniać. Z Niemcem tak samo było. Pierwszy nasz stał i patrzył, czy szwab faszysta z bramy nie wyjeżdża. Jak widzi, że wyjeżdża, to on książkę wziął i zamknął...

BIMBER
No to ja przecież zamknąłem.

ZYZOL
Cicho bądź, Bimber. Nie przeszkadzaj.

DUNLOP
No. Jak on zamknął, to Zyzol kapelusz zdjął i...

ZYZOL
I włosy przygładziłem dla niepoznaki.

BIMBER
Cicho, Zyzol, nie przeszkadzaj. Czyli dobrze dotąd. A dalej, Macuga. Co on?

MACUGA
Jak to co? Jak ja widzę, że Zyzol włosy przygładził, to ja lufkę wyciągam i skręta zapalam.

DUNLOP
No i wtedy ja jak widzę, że Macuga kurzy, to pociągam z całej siły.

[...]
MACUGA
Mądra ryba. Uu! Mądra ryba! Na taki chytry sposób i też się nie dać. No, no!

ZYZOL
A ten Niemiec to w samochodzie był przecież, to tak elegancko pod niego sukinkota zajechały, siup i tata rata ta! A on tylko fajt - i leży.

DUNLOP
Prawda. Powiedział tylko...

MACUGA
Nic nie powiedział.

DUNLOP
Nie powiedział, ale wyglądało, jakby chciał. Tyle że nie zdążył nic powiedzieć.

MACUGA
Tak to na świecie jest. Każdy chce coś powiedzieć, tylko prawie nikt nie zdąży.

DUNLOP
Jak będą kiedy ten film puszczać, to trzeba będzie jeszcze raz się dokładnie przyjrzeć, czy czegośmy nie przeoczyli. Bo tak tylko czasem mignie – wiu, wiu – a coś ważnego było i nie zauważy.

[...]
MACUGA
Źle go łowimy, ja myślę. On jest za mądry na takie głupie numery. Niemca mógł tak zabić, że tu książkę zamknął, tu włosy przyczesał, drogę mu zajechał i łubudu. Ale ryby tak nie skołuje.

[...]
(Dunlop wychodzi)
ZYZOL
Głupi ten Dunlop.

MACUGA
Po co nam to mówić. Jemu powiedz. A poza tym ci powiem, Zyzol, że może on i głupi, ale swój rozum ma.

ZYZOL
Swój ma. Jak to głupi.

MACUGA
Jak kto ma swój rozum, ten głupi nie jest, po mojemu. Po mojemu, głupie są te, co cudzy rozum mają. Z rozumem jest jak z butami. Własne buty masz, to choć stare i ciężkie, ale wszędzie dojdzie. A cudze – jak za duże, to z nóg lecą, a jak za małe, to piją, obcierają, przejdziesz kawałek drogi, nogi se pokancerujesz i stoisz jak ta dupa.

[...]
DUNLOP
Anioł, anioł... jak go zobaczyłem, to jakby mi coś nogi splątało i taka mnie do anioła jakaś moc ciągnęła, żeby za nim iść, a tu mnie coś trzymało jak w żelazie, że ani kroku.

MACUGA
Chłop jak chory. Może mu co trzeba.

ZYZOL
Oooo... zawsze jakieś we łbie przewidzenia miał. A to, że zająca od tyłu zajdzie, a to...

MACUGA
Ale gada teraz jak kołowaty. Nigdy tak nie gadał.

SIEKIEROWY
A nie piłeś ty czego Dunlop aby? Sprawdź no, Bimber. Ty fachowiec jesteś. I co? Pił?

BIMBER
Nic. Spocony tylko.

[...]
SIEKIEROWY
Dajcie mu, niech łyknie. Może puści, barana.

DUNLOP
Poszli precz! Gorzałka! Szatańska robota! Nie!!! Aniele!

SIEKIEROWY
Rozewrzyjcie no mu gębę, to siłą mu wlejemy.

BIMBER
Aby zassał tylko, to dalej pociągnie.

[...]
ETHALIA
To do leśniczówki w Żabich Łapach daleko stąd, mówi pan?

GAJOWY
Stąd? Skąd! Blisko. Widzi pani, tam, jak te trzy wysokie sosny na wprost. Nawet widać, takie zielone przebija, widzi szanowna pani? Okiennice to są, te zielone. Dopiero co świeżośmy malowali. W lesie, jak wycięty, to zielone dobrze w oczy się rzuca...

[...]

19:28, har_magedon
Link Komentarze (1) »
Mein Kampf i Obława (cz.2).

Stanisław Tym: ROZMOWY PRZY WYCINANIU LASU.

(Słychać krzyki drwali).
MACUGA
Rany boskie!

BIMBER
Uwaga!!!

ZYZOL
Uciekać!!! Ratuj się!!!

MACUGA
Wali się!

(Gajowy ochrania Ethalię, bo ogromne drzewo majestatycznie wali się na ziemię).
GAJOWY
(Wstaje).
Wszyscy żyją? Pytam, czy wszyscy żyją?

DUNLOP
Ja nie żyję!

GAJOWY
„Ja” to znaczy – kto?

DUNLOP
Ja, znaczy Dunlop.

GAJOWY
A reszta? Czemu reszta milczy?

BIMBER
Reszta jest milczeniem
{RESZTA JEST MILCZENIEM – wtóruje mu echo}

 

Akt drugi

[...]
MACUGA
Ja tam w gazecie czytać nie umiem. Tylko w telewizorze potrafię, jak film dają zagraniczny i jest napisane pod spodem, co mówią, to potrafię.

BIMBER
Bo to wtedy jeszcze i czytają na głośno to, co jest napisane.

MACUGA
Nie gadaj głupstw. Sam czytam.

ZYZOL
Pewnie, że w telewizorze czytają na głośno.

MACUGA
To mi się wydało, znakiem tego. Myślałem, że to ja sam czytam.

ZYZOL
Toś ty, Macuga, analfabeta jest?

MACUGA
A to ja już sam nie wiem. Pokaż no tej gazety.
(Patrzy w tekst).
Psiakrew sobacka! Nie umiem, okazuje się. Byłem pewien, że tak, że umiem, a tu – masz. To jak to ty, Bimber, robisz, że czytasz?

[...]
(Wjeżdża Siekierowy na rowerze).
BIMBER
Dzień dobry, panie Siekierowy. Stało się coś?

SIEKIEROWY
A co się niby miało stać? Nic się nie stało. Co tam nowego...?

ZYZOL
Macuga jest analfabeta, okazało się, panie Siekierowy.

SIEKIEROWY
Co ty gadasz, że analfabeta, jak analfabetów nie ma.

ZYZOL
Jak to? A gdzie są?

SIEKIEROWY
Nie ma. Jak analfabetyzm likwidowali, to razem z nim. I nie ma.

MACUGA
Po mojemu, jak taki analfabetyzm się bierze i likwiduje, to nie jest ważne, że się potem potrafi czytać i pisać, ale najważniejsze, co się czyta i pisze. Ale może głupio gadam.

SIEKIEROWY
Głupio gadasz.

[...] 
(Na białej koszuli Siekierowego zielone ślady farby).
MACUGA
Nie łżyj. Nie bądź ty świnia ostateczna. Pietrasznik myszą śmierdzi – francowaty jesteś. Kiedyś tam u niej był? Gadaj! A zresztą, jak chcesz to i nie gadaj. Idź.

SIEKIEROWY
Trzy dni temu będzie, jak przyjechali, pan Gajowy kazał odprowadzić, drogę pokazać, no... ona potem tam sama została, bo ten jej... polazł gdzieś...

MACUGA
Anielica, psiakrew. Wszystko gangrena.

DUNLOP
Dajcie żyć. O mój Boże.

[...]
DUNLOP
Ogień rozpalę i wody zagrzeję.
(Rozgląda się i upewnia, że został sam, zdejmuje kurtkę i sprawdza koszulę. Widać zielone ślady farby z przodu koszuli. Dunlop nakłada kurtkę).
Idę, nie ma co.

ZYZOL
(spod drzewa)
Gdzie idziesz? Zabronili odchodzić!

DUNLOP
Jakby Macuga pytał, to powiedz, że poszedłem. Że poszedłem do ośrodka zdrowia.

ZYZOL
Chcesz się prześwietlić, czy żebra ci nie pękły?

DUNLOP
Tak, chcę się prześwietlić, czy mi nie pękły.
(Dunlop wychodzi).

ZYZOL
Oj, racja, bo też nieporęczny ten dąb jakiś.

(Macuga wchodzi, trzyma coś na dłoni).
Jakbym go, sukinsyna, złapał, to mordę bym mu skuł na kotlet. Tyle lat! Tyle lat. A taka świnia przyjedzie i wszystko wydusi.

BIMBER
(Wchodzi z kartoflami).
Co się stało?

MACUGA
Oo!

BIMBER
Co to jest?

MACUGA
Bo i poznać trudno. Pęcherz z naszego karpia.

(Bimber wypuścił kartofle).
Cooo? Kto... kto to zrobił?

MACUGA
Idź na brzeg i zobacz te eleganckie niedopałki z filterkami, te kawałeczki mieniącej żyłki, a dookoła złotawa łuska i o... to. To, co zostało, jak go zamordował i wypatroszył.

BIMBER
Nie może być. Chyba dziesięć lat przecież...

MACUGA
Znał nas, każdego po imieniu, wiedział przecież wszystko, co i jak... I takiemu dał się złapać i zabić.

BIMBER
Porządne było karpisko. Ale głupie, widać z tego.

MACUGA
Zamachał mu tam jakimś błyszczącym cudem, a ta głupota, nieprzyzwyczajony do takich, ryja otworzył i po nim.

BIMBER
Kanalia. Czekaj. Daj no siekiery.

MACUGA
Po co?

BIMBER
Pójdę, tam oni wszyscy obiad z tymi... tymi ekspertami jedzą. To i ten tam będzie z tą swoją. A ja wezmę i ostrym rogiem dunlopy im przetnę, a światełka i resztę potłukę. Daj!

MACUGA
Po co tak?

BIMBER
A z zemsty, za niego. Daj!

MACUGA
Pofolguj, Bimber. Żal, ja wiem, ale odpuść.

BIMBER
A co tam. Daj siekierę!

MACUGA
Nie ma.

BIMBER
Jest. Przecież nasza jest. Gdzie zakopana?

MACUGA
Nie śpiesz się. Jeszcze czas. Co ty go będziesz karał? Sam on się ukarze. Za dobrze się poczuje, za pewnie. Kółko mu się urwie albo sam gdzie z drogi wypadnie, bo myśli, że taka ona szeroka zawsze będzie i dla niego ta droga...

BIMBER
Kiedy...?

MACUGA
Nie twoja rzecz, nie moja. Nie nasza. Nasza rzecz – nasze robić. Chodź. Wrzucimy go do wody.

BIMBER
Do wody?

MACUGA
A gdzie? Niech wraca, skąd się wziął. Okonie będą miały bal.

KONIEC

 

19:18, har_magedon
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 grudnia 2008
Obława! (cz.1)

Hey, “teachers”,
leave the kids alone!

wg Pink Floyd:
“The Wall”

 Jacek Kaczmarski: Obława (1974) 

(wg W. Wysockiego) 

Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spał
I spały małe wilczki dwa - zupełnie ślepe jeszcze
Wtem stary wilk przewodnik co życie dobrze znał
Łeb podniósł warknął groźnie aż mną szarpnęły dreszcze
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń
Woń która tłumi wszelki spokój zrywa wszystkie sny
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz: goń -
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Ten który rzucił na mnie się niewiele szczęścia miał
Bo wypadł prosto mi na kły i krew trysnęła z rany
Gdym teraz - ile w łapach sił - przed siebie prosto rwał
Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!
Zginęły ślepe, ufne tak puszyste kłębki dwa
Bezradne na tym świecie złym, nie wiedząc kto je zdławił
I zginie także stary wilk choć życie dobrze zna
Bo z trzema naraz walczy psami i z ran trzech naraz krwawi!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wypadłem na otwartą przestrzeń pianę z pyska tocząc
Lecz tutaj też ze wszystkich stron - zła mnie otacza woń!
A myśliwemu co mnie dojrzał już się śmieją oczy
I ręka pewna, niezawodna podnosi w górę broń!
Rzucam się w bok, na oślep gnam aż ziemia spod łap tryska
I wtedy pada pierwszy strzał co kark mi rozszarpuje
Pędzę, słyszę jak on klnie! Krew mi płynie z pyska
On strzela po raz drugi! Lecz teraz już pudłuje!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wyrwałem się z obławy tej schowałem w obcy las
Lecz ile szczęścia miałem w tym to każdy chyba przyzna
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi długi czas
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna!
Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy
I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie
Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
O, bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

 

PINK FLOYD - THE WALL (1979)

ANOTHER BRICK IN THE WALL ( part 1 )

Daddy's flown across the ocean
Leaving just a memory
A snap shot in the family album
Daddy what else did you leave for me
Daddy what d'ya leave behind for me
All in all it was just a brick in the wall
All in all it was all just bricks in the wall.

 

THE HAPPIEST DAYS OF OUR LIVES

When we grew up and went to school
There were certain teachers who would
Hurt the children anyway they could.
By pouring their derisions
Upon anything we did
And exposing every weakness
However carefully hidden by the kids.
But in the town it was well known
When they got home at night, their fat and
Psychopathic wives would thrash them
Within inches of their lives.

ANOTHER BRICK IN THE WALL ( part 2 )

We don't need no education
We don't need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teachers leave the kids alone
Hey teacher leave the kids alone
All in all it's just another brick in the wall
All in all you're just another brick in the wall.

EMPTY SPACES

What shall we use to fill the empty
Spaces where we used to talk
How shall I fill the final places
How shall I complete the wall.

PINK FLOYD -THE FINAL CUT - 1983

THE POST WAR DREAM

Tell me true tell me why was Jesus crucified
Is it for this that daddy died?
Was it for you? Was it me?
Did I watch too much T.V.?
Is that a hint of accusation in your eyes?
If it wasn't for the nips
Being so good at building ships
The yards would still be open on the clyde
And it can't be much fun for them
Beneath the rising sun
With all their kidds committing suicide
What have we done Maggie what have we done
What have we done to England
Should we shout should we scream
"What happened to the post war dream?"
Oh Maggie Maggie what have we done?

THE GUNNERS DREAM

Floating down through the clouds
Memories come rushing up to meet me now
In the space between the heavens
And in the corner of some foreign field
I had a dream
I had a dream
Goodbye Max
Goodbye Ma
After the service when you're walking slowly to the car
And the silver in her hair shines in the cold november air
You hear the tolling bell
And touch the silk in your lapel
And as tear drops rise to meet the comfort of the band
You take her frail hand
And hold on to the dream
A place to stay
Enough to eat
Somewhere old heros shuffle safely down the street
Where you can speak out loud
About your doubts and fears
And what's more no-one ever disappears
You never hear their standard issue kicking in your door
You can relax on both sides of the tracks
And maniaks don't blow holes in bandsmen by remote control
And everyone has recourse to the law
And no one kills the children anymore
And no one kills the children anymore

Night after night
Going round and round my brain
His dream is driving me insane
In the corner of some foreign field
The gunner sleeps tonight
What’s done is done
We cannot just write off his final scene
Take heed of his dream
Take heed

15:29, har_magedon
Link Dodaj komentarz »
Obława! (cz.2)

MARILLION - SCRIPT FOR A JESTER'S TEAR (1983)

FORGOTTEN SONS

Armalite , street lights, nightsights
Searching the roofs for a sniper, viper fighter
Death in the shadows he'll maim you, wound you, kill you
for a long forgotten cause, on not so foreign shores,
boys baptised in wars.
Morphine, chill stream, bad dream
Serving as numbers on dogtags, flakrags, sandbags
Your friend has married your best friend, loves end, poison pen
Your flesh will always creep, tossing turning sloop
The wounds that burn so deep.
Your mother sits on the edge of the world
when the cameras start to roll
Panoramic viewpoints ressurect the killing fold
Your father drains another beer he's one of the few that cares
Crawling behind a saracen's hull
from the safety of his living room chair -
Forgotten Sons, Forgotten Sons, Forgotten Sons.

And so I patrol the valley of the shadow of the Tricolor
I must fear evil for I am but mortal and mortals can only die
asking questions, pleading answers from the nameless
faceless watchers that stalk the carpeted corridors of Whitehall
Who order desecration, mutilation, verbal masturbation
in their guarded bureaucratic wombs


Minister, Minister care for your children, order them not
into damnation to eliminate those who would trespass
against you, for whose is the kingdom and the power and the
glory, forever and ever... Amen
Amen, Amen, Amen, Amen, Amen.
Halt! who goes there? ...death,
...approach friend

You're just another coffin on its way down the emerald aisle
Where the children's stoney glances mourn your death
in a terrorist's smile.
The bomber's arm places fiery gifts on the supermarket shelves,
Alleys sing with shrapnel dance in a temporary hell
Forgotten Sons
From the dolequeue to the regiment a profession in a flash,
but remember Monday's signings when from door to door you dash,
On the news a nation mourns your unknown soldier count the cost,
For a second you'll be famous but labelled posthumous
Forgotten Sons Forgotten Sons
Ring of roses, they all fall down
Peace on earth and mercy mild, Mother Brown has lost her child
Just another Forgotten Son

MARILLION - FUGAZI (1984)

FUGAZI

Vodka intimate, an affair with isolation in a blackheath cell,
Extinguishing the fires in a private hell,
Provoking the heartache to renew the license.
Of a bleeding heart poet in a fragile capsule,
Propping up the crust of the glitter conscience.
Wrappped in the christening shard of a hangover,
baptized in tears from the real, tears from the real...

Drowning in the liquid seas on the picadilly line, rat-race,
scuttling through the damp electric labyrinth.
Caress Ophelia's hand with breaststroke ambition,
The albatross courtship marrytime tradition.

Sheathed with the walkman wear the halo of distortion,
aural contraceptive aborting pregnant conversation.

But she turned the harpoon and it pierced my heart,
she hung herself around my neck.

From the Time-Life guardians in their conscience bubbles,
safe and dry in my sea of troubles.
Nine to Fives, with suitable ties,
While I'm cast adrift as their sideshow, (sideshow),
peepshow, (peepshow), stereo hero,
becalm, bestill, bewitch, drowning, drowning in the real...

The thief of Bagdad hides in Islington now,
praying deportation for his sacred cow.
A legacy of romance from a twilight world,
the dowry of a relative mystery girl.

A Vietnamese flower, a dockland union,
a mistress of release from a magazine's thighs.
This magdalene contracts more than favours,
the feeding hands of western promise hold her by the throat.

A son of the swastika of '45, parading a peroxide standard.
Graffitti disciples conjure testaments of hatred.
Aerosol wands whisper where the searchlights trim the barbed wire
hedges.
This is Brixton chess.

A knight for embankments - folds his newspaper castle,
a creature of habit, begs the boatman's coin,
He'll fade with old soldiers - in the grease stained roll call,
linger with the heartburn of good friday's last supper.

Son watches father scan obituary columns,
in search of absent school friends.
While his generation digests high-fiber ignorance,
cowering behind curtains and the taped up, painted windows.
Decriminalized genocide, provided door to door Belsens.
Pandora's box of holocausts,
gracefully cruising satellite infested heavens,
Waiting, wait..waiting the season of the button,
the penultimate migration,
Radioactive perfumes for the fashionably,
for the terminally insane ... insane

Do you realize,
This world is totally fugazi!

Where are the prophets, where are the visionaries,
where are the poets, to breach the dawn of the sentimental mercenary.

MARILLION - AFRAID OF SUNLIGHT (1995)

KING

How long can you stand
Tightening up
Avoiding the fight
Avoiding the truth
Tighten the smile
Tighten the lie
Will you get what you want

To be cursed with your dreams
I hope for your sake
Something gets in the way

How long can you stand Living under the lens
The kiss of success
The ensuing, all consuming, mess

Message of love
They arrive everyday
People you touch
Wasting away
People you don't know
Give you no choice

And your sick to your stomach
At the sound of your voice
And the shape of your face
And the sound of your name
They send you pictures of yourself
It's someone you don't know
And they call you a genius
Cause you're easier to sell
But the fire in your belly
That gave you the songs
Is suddenly gone
And you feel like a fake
Is that what you want?
I hope for your sake...
You've got what it takes
You've got what it takes
You've got what it takes
To be spoilt to death.

T.LOVE
NIE NIE NIE (2001)
połóż pistolet na stół
i uprzedzenia wyrzuć w kąt
na całym świecie są faszyści
którzy nienawidzą innych rąk
nie nie nie
nie wszystkich możesz zabić
to niemożliwe uwierz mi
nie nie nie 
za dużo możesz stracić
bo takie krótkie są nasze dni
tylko nie mów tego mi
nigdy nie  mów tego mi
tylko nie mów tego mi  że 
nienawidzisz
tylko nie mów tego mi
nigdy nie  mów tego mi
tylko nie mów tego mi  że 
nienawidzisz mnie
więc pomyśl o tym co cię boli 
o wszystkich wojnach które znasz
to najtrudniejsze zawsze jest
powiedzieć nie gdy mówią tak
nie nie nie 
bądź pozytywnym wojownikiem
kiedy na ringu zostajesz sam
tak tak tak
za dużo dzieci nie ma już 
swoich tatusiów i swoich mam
tylko nie mów tego mi...

 

15:26, har_magedon
Link Dodaj komentarz »