RSS
niedziela, 17 grudnia 2006
#20. Bacz, abyś tego nie czynił.

 

Równie obrażasz Boga
i karanym będziesz również,
czyli czynisz się tyranem,
czyli żyjesz niewolnikiem.

Tobie wyznaczone jest być człowiekiem.
To jest twoje miejsce na tym świecie.
(Stanisław Staszic: Ród ludzki.
Księga 2, wiersz 479).

 

I upadłem przed jego stopami, by oddać mu pokłon. I mówi: Bacz, abyś tego nie czynił, bo jestem twoim współsługą i braci twoich, co mają świadectwo Jezusa: Bogu samemu złóż pokłon! (Ap 19:10)

To właśnie ja, Jan, słyszę i widzę te rzeczy. A kiedym usłyszał i ujrzał, upadłem, by oddać pokłon przed stopami anioła, który mi je ukazał. Na to rzekł do mnie: Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i braci twoich, proroków, i tych, którzy strzegą słów tej księgi. Bogu samemu złóż pokłon! (Ap 22:8-9)

Powyższe słowa nie bez powodu zostały dwukrotnie powtórzone w Apokalipsie, i nie chodzi tu o zwyczajne oddawanie szacunku bliźnim. Przez całe nasze życie jesteśmy tresowani w przyginaniu karku. W każdej relacji przełożony-podwładny, przynajmniej w podtekście, podwładny winien jest uległość przełożonemu: począwszy od symbolicznego schylania głowy, poprzez wyprężanie się i salutowanie, całowanie w stułę czy pierścień, a skończywszy na klękaniu i leżeniu „krzyżem” na ziemi.

Wydawać by się mogło, że oddawanie czci innym ludziom (choćby nawet złym) nie jest wykroczeniem ani przestępstwem, że nie narusza Nadrzędnego Przykazania, mającego swój odpowiednik w wielu przysłowiach u wszystkich narodów (np. „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”):

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. (Mt 7:12)

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (Jn 13:34)

Ponieważ odbieranie czci jest miłe, „na oko” więc się wydaje, że oddając komuś cześć nie sprawiamy nikomu krzywdy.
Dlaczego zatem Anioł w Apokalipsie tak jednoznacznie zareagował?
Był przecież „posłańcem” od samego Boga. „Reprezentował” Boga. Oczywiście, w kontekście wpisu #18, Anioł jest Bogiem.
Najprawdziwszym.

Oddając komuś cześć, czynimy go kimś szczególnym w jego własnych oczach, a także w oczach wszystkich, którzy takie zachowanie obserwują. W sposób „naturalny” podnosimy „wartość” człowieka, któremu oddajemy cześć. W sposób „naturalny” przyczyniamy się do hierarchizacji społeczeństwa.

Dlatego, „Bacz, abyś tego nie czynił” jest wyjątkiem od powyższej reguły. Jest szczególnym wyjątkiem, ponieważ staje się przyczyną wielu nieszczęść. Oddając komuś cześć pobudzamy Pychę u tej osoby, a jednocześnie obniżamy poczucie własnej wartości, a także poczucie własnej wartości u wszystkich osób postronnych.

Istnieje jednak szczególny powód, dla którego nie powinniśmy nikogo publicznie wyróżniać z tytułu przełożeństwa nad nami, czy chociażby z powodu naszego uzależnienia finansowego. W naszym świecie do władzy oraz zamożności najczęściej dochodzą osoby biorące znamię Bestii, czyli zbrodnią, krętactwem, lub kradzieżą. Takim osobom sprzyja Bestia.

Oddając im cześć, zakładamy sobie powróz na szyję.

Z tematem tym ściśle wiąże się sprawa przysięgi, poruszona także we wpisie #8.
Stanowisko Jezusa (Mt 5:33-37, cytat w komentarzach) jest jednoznaczne:
„A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie”

Przysięgając cokolwiek i komukolwiek czynisz się niewolnikiem, przynajmniej w sferze psychicznej. Przysięga wojskowa czyni cię niemal całkowitym niewolnikiem. Za niewykonanie rozkazu możesz nawet zostać rozstrzelany. Składając przysięgę oddajesz swój rozum, rozsądek oraz moralność w ręce osób pozbawionych rozumu, rozsądku i moralności.

 Nie istnieje „racja stanu”, która czyni cię niewolnikiem.
Masz pełne prawo i obowiązek odmówić przysięgi w imię swoich przekonań religijnych.
Żyjemy w kraju katolickim!!!

Jeżeli kogoś zabijesz „na rozkaz”, zapewne „odpuści” ci to czarownik z kropidłem w ręku. W zależności od swojego kaprysu, być może „odpuści” ci to nawet „Bóg”-Diabeł. Nie znajdziesz jednak żadnego usprawiedliwienia przed Bogiem Ojcem!

Historia zna wiele przypadków wręcz nieprawdopodobnego, a zarazem dobrowolnego heroizmu w obronie swoich bliźnich. Ci bohaterowie wcale nie składali nikomu przysięgi!!!

Znaczący opór emocjonalny budzą następujące słowa Jezusa:
Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! (Mt 5: 38-39)

Każdy musi ten trudny dylemat rozsądzić we własnym sumieniu.
Osobiście, gdyby ktoś napadł na mój dom, to stanąłbym w drzwiach z siekierą, i rąbałbym jak popadnie. Znacznie trudniej znaleźć racjonalne wyjście w przypadku rewolucji, czy innych sporów wewnętrznych. Doświadczenie uczy, że za niemal wszystkimi przewrotami kryje się prowokacja oraz odpowiednia kampania „medialna”.

Z całą pewnością nie powinniśmy uczestniczyć w żadnych wyprawach „pokojowych”, jak to ma miejsce obecnie w Iraku, czy w Afganistanie. Nie powinniśmy się także przyłączać do walk narodowowyzwoleńczych prowadzonych poza naszym krajem.

„Bacz, abyś tego nie czynił” dotyczy obydwu stron. Dlatego ten, który przyjmuje pokłony jest równie winny, jak ten, który pokłony oddaje. Wina ODBIERAJĄCEGO CHWAŁĘ jest zwykle nawet większa, ponieważ jest on z reguły świadomy, że łamie Naukę Jezusa.

Nakaz ten, w sposób wręcz szyderczy, został złamany przez Wielką Nierządnicę, która zarazem Apokalipsę zalicza do kanonu. W tym kontekście, mam jeszcze przed oczami naszego „pasterza-rodaka”, przed którym Polacy na kolanach odnawiali „przymierze z Bogiem”. To jest prawdziwa tragedia – kiedy ofiary zbrodni z ufnością i na kolanach zawierzają swoją przyszłość swojemu oprawcy.

Wielka Nierządnica przez całe wieki głosi, że władza pochodzi od Boga. Można tylko dodać: „Owszem, od „Boga”-Diabła”. Każdy, kto twierdzi, że jest od Boga i przyjmuje pokłony – ten kłamie, i Boga w nim nie ma. Jaśnie Wielmożni i Miłościwie Nam Panujący, Wasza Świątobliwość, Eminencjo, Ekscelencjo – Wasza Wysokość od Diabła pochodzi. Nie miałbyś żadnej władzy, gdyby ci jej nie dano z góry – i taka jest prawda. Cóż to jest prawda? - zapytasz. Ta Prawda jest znacznie bliżej, niż to jest zdolna zaakceptować twoja Pycha, która ci ją przesłania.

Nasz „Bóg”-Diabeł nieustannie prowadzi „swoje” dzieci na wojnę oraz „karci i ćwiczy” najbardziej oddane mu Narody. W Biblii znajduje się zapis, wskazujący, że istniała „Księga Wojen Pana”:

Dlatego powiedziane jest w księdze "Wojen Pana": [Od strony] Waheb w Sufa i potoków Arnonu, pochyłość potoków ciągnących się aż do miejsca Ar, przylegająca do granicy Moabu. (Lb 21:14-15)

W Biblii Tysiąclecia w przypisie do (Lb 21:14) zamieszczono informację: „Księga ta, zawierająca opisy epickie, zaginęła”.

Z kim prowadzi wojny „Bóg”?
Oczywiście z innymi Bogami.

Jaki cel miałby „Bóg” - zajęty swoją własną wojną - angażować się w ciągłe skłócanie Narodów na Ziemi, które w naszym dotychczasowym rozumieniu Boga, nawet w najmniejszym stopniu mu nie zagrażają.

Czytając Objawienie Daniela (Dn 10 – Dn 12; cytaty w komentarzach) odnieść można nieodparte wrażenie, że dotyczy ono „wojen gwiezdnych”. Objawienie to warto czytać łącznie z przypisami zawartymi w Biblii Tysiąclecia. Co ciekawe, wielu badaczy doszukało się „echa” na Ziemi dla całego szeregu wydarzeń przepowiedzianych Proroctwem Daniela .

Jaki związek mają „nasze wojny” z wojnami „Boga”?
Warto na ten problem spojrzeć z punktu widzenia wpisu #19.

Czy prowadząc tu na Ziemi wirtualne wojny, możemy jednocześnie uczestniczyć w wojnach „Boga”-Diabła przeciwko innym Bogom? Czy możemy stanowić „żywą” tarczę chroniącą Diabła? Czy rzucając oszczepem w drugiego wojownika jednocześnie „rzucamy piorunami” w innych Bogów? Czy to możliwe, że polscy lotnicy latający nad wirtualnym Londynem, w tym samym czasie kierowali „międzygalaktyczne” wehikuły? Czy to możliwe, że w czasie ostatniej wojny światowej, zarówno Polacy, jak i Niemcy, walczyli razem po tej samej stronie barykady, jako niczego nieświadome „roboty” „Boga”-Diabła przeciwko naszemu Bogu Ojcu i Jego Aniołom?

Czy tak należy rozumieć zwrot „oskarżyciel braci naszych” (Ap 12:10).
Warto pod tym kątem przeanalizować zapisy biblijne.

W kontekście tytułowego „Bacz, abyś tego nie czynił”, w Apokalipsie jednak napisano: „Bogu samemu złóż pokłon!” - jest to temat na odrębny wpis.

 

09:04, har_magedon
Link Komentarze (9) »
czwartek, 14 grudnia 2006
#19. Grzech pierworodny.


A wtedy
otworzyły się im obojgu oczy
i poznali, że są nadzy;
(Rdz 3:7)

Ty bowiem (...) nie wiesz,
że to ty jesteś nieszczęsny
i godzien litości, i biedny,
i ślepy, i nagi.
(Ap 3:17)

Wyobraźmy sobie diabelnie „zdolnego” Informatyka, który próbuje „stworzyć” program zawierający w sobie wszystkie cechy inteligencji człowieka, łącznie ze zdolnością do twórczego i abstrakcyjnego myślenia oraz świadomością swojego istnienia. Niestety, lista rozkazów procesora nie oferuje odwoływania się do „świadomości”, bo jest to właściwość wyłącznie ludzka, i żadna, nawet najbardziej zawiła procedura nie potrafi tego problemu przeskoczyć. Po 5-ciu dniach żmudnego kombinowania, nasz geniusz dochodzi do wniosku, że ŚWIADOMOŚĆ dla softwarowego Frankensteina musi pochodzić z zewnątrz. Ponieważ „cel uświęca środki”, ten zdolny, a zarazem fanatyczny Informatyk zgłębia tajniki neurochirurgii i buduje idealny skafander, „obsługujący” wszystkie zmysły człowieka. Skafander ten, nie zaburzając normalnych funkcji organizmu, drogą radiową komunikuje się z zewnętrznym komputerem.

Do założenia tego skafandra namawia własnego brata Adama (nikt obcy nie chciał mu zaufać). Adam ma pewną „słabość” – jest miłośnikiem gier komputerowych. Brat specjalnie dla niego pisze SUPER-GRĘ: symulator jazdy samochodem. Wirtualny samochód, marki „Adam”, to prawdziwe cudo techniki, o jakim nawet nie śnił „James Bond” („wirtualny” – oznacza: urojony, nieistniejący w rzeczywistości). Skafander łączy Adama ze wszystkimi podzespołami wirtualnego „Adama”: wirtualny zbiornik paliwa podłączono do receptorów w żołądku, wirtualną kamerę z komórkami siatkówki oka, wirtualny mikrofon do uszu, wirtualne koła z nogami, wirtualny klakson ze strunami głosowymi itd. Pełna „naturalność”, nawet chwytne manipulatory sprzężono z zakończeniami nerwowymi rąk Adama.

Adam może „do upadłego” jeździć „Adamem”, a jednocześnie realizować wszystkie funkcje życiowe. Nie umrze z głodu, bo tankując wirtualne paliwo jednocześnie podaje sobie pokarm do ust, nie grożą mu odleżyny, bo jeżdżąc „Adamem” jednocześnie wykonuje ćwiczenia gimnastyczne, itd.

Aby Adamowi zbyt szybko nie znudziła się jazda „Adamem”, brat wprowadza do gry drugi samochód. Jest to zgrabne autko, co prawda, o niższych parametrach technicznych, ale za to alufelgi, spojlerek i stylowa karoseria – miło popatrzeć.

Porozumiewanie się z Bratem przechodzi na poziom softwarowy.

Skafander wyposażono we dwie istotne funkcje, których uruchomienie, "z konieczności", również odbywa się z poziomu oprogramowania. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wszystkie receptory i efektory zaangażowano w obsługę „Adama”. Rolę symbolicznych przełączników dla funkcji wbudowanych w skafander pełnią dwie (także wirtualne) Stacje Benzynowe:

Stacja Życia – zatankowanie benzyny na tej Stacji powoduje odłączenie skafandra od ciała Adama i powrót do normalnego (rzeczywistego) życia;

Stacja Wiadomości – zatankowanie benzyny na tej Stacji wyłącza u Adama świadomość (pamięć), że jest człowiekiem ze skafandrem na plecach (czyli całkowicie wczuwa się w rolę samochodu marki „Adam”).

Wcześniej BRAT lojalnie poinformował Adama o znaczeniu oraz ewentualnych skutkach zatankowania samochodu na Stacji Wiadomości. Adam, nie wnikając w szczegóły, ochoczo zarzucił skafander i rozpoczął harce. „Ewa”, poszukując nowych wrażeń, wkrótce zatankowała na Stacji Wiadomości.
- Uwolnij wszystkie swoje zmysły, to jest dopiero jazda, prawdziwe brum-brum! - mówi do Adama.
Adam, maniak gier, zapomina o przestrogach i dawaj - Super paliwko.

Ale, co to?
Jeszcze przed chwilą był KIMŚ, a teraz już nie wie KIM. Wie jedynie, że od TERAZ jest samochodem marki „Adam”. Wie również, że TO się stało za sprawą zatankowania na Stacji Wiadomości, przed którą ostrzegał go „BRAT”.

A KIM jest „BRAT”? Tego „Adam” też już nie wie.
Jeszcze trzyma w swoich STALOWYCH rękach WĘŻA do tankowania paliwa...

-Cóżeś zrobił, głupcze! Zniszczyłeś swój centralny komputer pokładowy. Nie będziesz już jeździł po torach wyścigowych ani autostradach, ale po polnych drogach. Bo teraz nadajesz się już tylko na polne drogi.

***

Podczas wspólnej przejażdżki „Adam” niechcący lekko potrącił "Ewę".  „Zabawa” ta spodobała się zarówno „Adamowi”, jak i „Ewie”. No, i przybyło samochodzików...

Bajka???

Stoimy u progu nowej ery, gdzie wszystkie nasze zmysły będziemy mogli podłączyć do komputera. Wtedy cały nasz świat będą stanowić „obrazy” i „doznania”, jakie generuje nam oprogramowanie komputera. Również nasze reakcje na wirtualne „bodźce” mogą mieć swoje wirtualne odzwierciedlenie. Już obecnie notuje się znaczące "sukcesy". Pojawia się coraz więcej doniesień „wyjaśniających” biochemiczne podstawy naszej świadomości.

Opisany scenariusz, kojarzący się z filmem „Matrix”, w świetle dotychczasowego postępu techniki, może być zupełnie realny już w nieodległej w przyszłości.

Należy zauważyć, że „Ewa” może być wyłącznie wirtualna. „Grzech” pierworodny ma miejsce w chwili zakładania wirtualnego skafandra. Reszta, to pole do popisu dla Brata-Szatana. Po spożyciu owocu z Drzewa Wiadomości Adamowi zamykają się „oczy” - staje się i ślepy, i nagi. I chociaż to „Ewa” popełni grzech „pierworodny”, celem wirtualnych męczarni „Adama” będzie odłączenie go od „komputera”. Ponieważ „reguły gry” ustala „BRAT-software”, zanim nastąpi „GAME OVER”, Adam zawsze jakieś „grzechy” popełni. Przepisy drogowe co chwila się zmieniają. Raz obowiązuje ruch PRAWOstronny, raz LEWOstronny – więc „Adam” zawsze kogoś potrąci, lub „złośliwie” komuś zajedzie drogę...

Po zatarciu silnika, Adam ze zdumieniem zauważa, że nie jest wrakiem samochodu, ale „nową istotą”  w innym świecie - z pełnym „bagażem” grzechów. A te „grzechy” odpuszcza mu „BRAT”, odziany w pawie pióra. Możliwy jest także wariant "gry", w którym „niebo” jest również wirtualne i odpowiada mu jedynie przejście na następny poziom gry, oraz nowe wcielenie (np. w samolot). W tym „modelu” nie mamy żadnych możliwości samodzielnego uwolnienia się. Śmierć (cielesna) nie istnieje – śmiercią jest posiadanie skafandra na ciele. „Samobójstwo”, które popełnimy, przeniesie nas jedynie do „innego świata”.

„BRAT” może zmieniać reguły rządzące wirtualnym światem, uderzyć wszelką plagą, oraz powiedzieć „Jam jest twój BRAT”. „BRAT” może sprawić, że korozja błyskawicznie zeżre karoserię „Adama”. Wystarczy w komputerze uruchomić odpowiednią procedurę. Lepiej takie zmiany wprowadzać powoli oraz jakoś to „wytłumaczyć”, bo „świadomość” „Adama” mogłaby „coś” podejrzewać. Więc do gry wprowadza się uczonego „pseudo-Adama”, który dostarcza niezbitych dowodów, że „to kwaśne deszcze powodują korozję karoserii, efekt braku ekologicznej odpowiedzialności całego rodu Adama”. Zgodnym chórem potwierdza to odkrycie wielu innych „Pseudo-Adamów”.

Nasz Informatyk - sam nie wiedząc, że żyje w świecie urojonym – zbudował Pułapkę dla swojego brata.

Jakie korzyści może mieć nasz diabelski Informatyk z Adama?
Adam może mu przekopać ogródek, posprzątać dom, i wykonać wiele innych rzeczy. Bo Adam nie wie, że przekopuje ogródek – jako „Adam” próbuje dokopać się do wirtualnych pokładów ropy naftowej. Przecież musi coś „jeść”, aby „żyć”.

Najważniejsze jednak może być wykorzystanie "Adama" w celach militarnych, jako inteligentnego "żołnierza-robota".

W przypowieści o Synu Marnotrawnym jakby brakowało „zakończenia”. Czy jesteśmy potomkami Syna Marnotrawnego, którego Brat „wyprowadził w pole”. Czy „piętą” Adama była Ciekawość (pierwszy stopień do Piekła), a „głową” Brata-węża – Pycha.

Powyższy model „upadku” „Adama” wydaje się być naiwny, oparto go wyłącznie o dostępne nam wyobrażenia dla świata materialnego. Spełnia jednak warunek, że „Adam” został „stworzony na wzór i podobieństwo” Adama.

Możliwe, że bliższy rzeczywistości „model” oferuje tzw. KDG (Koncept Dipolarnej Grawitacji) propagowany przez twórcę Totalizmu „Profesora” Pająka. Koncept ten należałoby rozważyć z punktu widzenia interesów propagandowych „Boga”-Diabła oraz krytycznie podchodzić do wszystkich konceptów tego Konceptu. Nieukrywanym celem Totalizmu jest zbudowanie nowego ładu polityczno-religijnego. W moim przekonaniu, KDG nie opisuje Boga, ale „świat” stworzony przez „Boga”-Diabła. Elementy KDG dostępne są na stronach: http://jan-pajak.com/dipolar_gravity_pl.htm

Wiele zapisów wskazuje, że „Pan tego świata” bezwzględnie panuje nad naszym ciałem. Prawdopodobnie niemal całkowicie panuje także nad naszą duszą. Przemawia za tym fakt, że nasza dusza nie potrafi się sama „namacać”. Wygląda to tak, jakby wszystkie „receptory” naszej duszy zostały przełączone na odbiór „zero-jedynkowych” bodźców ze świata materialnego, charakterystycznych dla przewodnictwa nerwowego.

Dlaczego te „receptory” ulegają odblokowaniu dopiero po „śmierci”?
Warto takie pytanie zadać „Bogu”.

Gatunek ludzki w swojej naturze biologicznej (cielesnej) jest wytworem szatańskim. Homo sapiens jest bodajże jedynym w przyrodzie „gatunkiem”, gdzie PŁEĆ PIĘKNA jest obiektem zalotów. Mimo, że większą część DNA dziedziczymy po matce (np. DNA mitochondrialne), to w swoim duchowym pochodzeniu wywodzimy się raczej od „Adama”. Istnieje szereg przesłanek, że kobiety stanowią kolejny szczebel upadku Boga. Jeżeli zostanie „odkryte” „brakujące ogniwo”, będzie to Wielkie Oszustwo Naukowe, będzie to kolejny krzyż dla Nauki Jezusa. Bo „brakujące ogniwo” jest sprzeczne z Nauką Jezusa.

Co ciekawe, Wielka Nierządnica, jak przystało na Nierządnicę, zdaje się akceptować ewolucyjne pochodzenie człowieka. A przez ok. 200 lat potępiała teorię Kopernika.

Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, jest prawdopodobnie efektem wolnej woli Adama, aczkolwiek dał się zwieść podstępem.

Można sobie wyobrazić kilka przypadków, które uniemożliwiają bądź powstrzymują Boga Ojca przed dokonaniem interwencji:
jeżeli interwencja Boga będzie naruszać naszą wolną wolę;
jeżeli sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, wynika z naszej zasłużonej winy;
jeżeli jesteśmy w stanie sami uporać się ze swoim „problemem”.

Z zapisów w Księdze Rodzaju wynika, że uwolnimy się sami. Takiego zdania jest również doktor Jan Kwaśniewski (cytaty w komentarzach). Także w Apokalipsie nie powiedziano jednoznacznie, czy nastąpi interwencja Boga Ojca. Mam tu na myśli fragment: „...a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich” (Ap 20:9).

Przypuszczam, że poczynania „Pana tego świata” są pod nadzorem Boga Ojca i jego Aniołów. Jeżeli zostanie złamana jakaś nadrzędna zasada, możliwe, że wtedy nastąpi interwencja ze strony naszego Ojca (chociażby w postaci nowego Ducha Proroctwa). Z dwojga złego, „Pan” przyjmie raczej wariant „ewolucyjny”, uwalniając pojedyncze dusze, co daje mu więcej czasu. Z drugiej strony, świadomy swego nieuchronnego losu, dwoi się i troi, by omamić wszystkie narody.

Istnieje dosyć powszechne oczekiwanie, że Jezus (indywidualnie) przyjdzie w mocy „sądzić żywych i umarłych”. Przeciwko takim oczekiwaniom przemawia fragment w Apokalipsie, przedstawiający Jezusa przechadzającego się wśród siedmiu złotych świeczników (Ap 1:13; Ap 1:20; Ap 2:1). Przypuszczam, że odwołano się tu do fragmentu z Księgi Zachariasza (Za 4:1-10; cytat w komentarzach)

Jeśli przyjąć powyższą interpretację dla apokaliptycznych siedmiu świeczników, wówczas Jezus zdaje się mówić: „Jeżeli czekasz z założonymi rękami i masz nadzieję, że przyjdę uwolnić cię od twoich nieszczęść, to nie zrozumiałeś mojej Nauki”.

Nie siła, nie moc, ale Duch mój [dokończy dzieła] - mówi Pan Jezus - siedem owych [świeczników] to moje oczy, które przypatrują się całej ziemi.

Konsekwencje takiego odczytania skutkują znacząco odmiennym rozumieniem pozostałych fragmentów Apokalipsy. To nasza wspólna, zbiorowa moc, dokończy dzieła - wiedziona Duchem Proroctwa Jezusa. Jezus położył fundamenty pod Nowe Jeruzalem, do Jezusa będzie również należeć dokończenie jego budowy.

Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów...

10:53, har_magedon
Link Komentarze (4) »