RSS
środa, 28 lutego 2007
#23. Brakujące ogniwo.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę
i stojącego obok Niej ucznia,
którego miłował,

rzekł do Matki:
Niewiasto, oto syn Twój.

Następnie rzekł do ucznia:
Oto Matka twoja.
(Jn 19:26-27)

Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi? Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie? Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną. Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. (Jn 21:20-25)

Cytowane powyżej fragmenty otwierają nowy obszar dociekań, i trochę się pogubiłem w ich interpretacji. Stąd też kolejna modyfikacja tekstu (i raczej nie ostatnia). Pewien wpływ miały na to moje osobiste, przykre przeżycia z ostatnich tygodni. W efekcie zabrnąłem w „boczną uliczkę”, która także jest „brakującym ogniwem”. A zamierzałem pisać o teorii ewolucji, zwłaszcza na temat niezrozumiałej, zarówno historycznej, jak i współczesnej roli kobiet, ich zastanawiającej fizjologii, psychiki oraz inteligencji, a także wzajemnych relacjach płci, będących zaprzeczeniem teorii „samolubnego genu” (stąd powyższe motto, słowa nieprzypadkowo wypowiedziane przez Jezusa w chwili śmierci, i raczej nie w trosce o swoją matkę).

 „Jezus” nad Morzem Tyberiadzkim wydał wyrok (oskarżenie) wobec Jana (jeżeli przyjmiemy, że „umiłowanym uczniem” był Jan). W świetle Nauki Jezusa była to kara, która wymagała wyjaśnienia. Można postawić tu wiele hipotez, w zależności czy: a) uczeń zdradził Jezusa, czy nie zdradził; b) czy uczeń był „ludzkim” człowiekiem, czy jednym z „synagogi Szatana”; c) czy ów „Jezus” był demonem, czy duchem Jezusa, któremu udało się „powrócić”. Poniżej zamieszczam wariant, który wydaje mi się najbardziej prawdopodobny.

Opis wskazania zdrajcy jest u każdego ewangelisty inny. Jan nie potwierdza, ani nie zaprzecza, że zdradził Jezusa. Sam jednak ujawnia pewne szczegóły, które mogą wskazywać, że mógł mieć pewien udział w pojmaniu Jezusa. Znajomość z arcykapłanem (Jn 18:16) może sugerować, że Jan mógł być „wtyczką”, który najpierw donosił na Jana Chrzciciela, potem na Jezusa. Mógł także być niczego nieświadomym informatorem, zwyczajnie zwierzającym się przed arcykapłanem ze wszystkiego co widział i słyszał.

Z pewnością Jan zastanawiał się, dlaczego spotkało go takie „wyróżnienie”. Po wcześniejszym przygotowaniu świadomości Jana („Weźmijcie Ducha Świętego! Jn 20:22-23) zabrzmiało to tak: „dowiedziałem się, że to ty w największym stopniu mnie zdradziłeś”. Dopełnieniem tego mogły być słowa wypowiedziane przez Jezusa przed Piłatem: „Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie” (Jn 19:11). Wydaje się nieprawdopodobnym, aby Jan osobiście słyszał te słowa, a raczej cytuje je za kimś. Z drugiej strony, niezależnie od innych zastrzeżeń, u synoptyków nie znajdujemy powyższych słów wypowiedzianych przed Piłatem. Możliwe, że przez wiele lat Jan żył w poczuciu winy.

Wg tradycji apostoł Jan jako jedyny zmarł naturalną śmiercią, miał więc bardzo dużo czasu na przemyślenia, oraz ...na zredagowanie Apokalipsy. Samo pojawienie się „zmartwychwstałego” było zaskoczeniem (patrz także #17). Możliwe, że przez pewien czas Jan zwątpił i zastanawiał się: czyżby cały wysiłek i cierpienie Jezusa było pomyłkąlub oszustwem, i cała moja wiara na nic. Po pewnym czasie dopiero przyszło do Jana „objawienie”: przestań się lękać, to był demon „Jezusa” (patrz także Ap 1:17).

Demon „Jezusa” ukazywał się wielokrotnie. Sądzę, że oprócz dociekań historycznych (studiowanie Biblii), Jan bacznie obserwował rozwój chrześcijaństwa. Docierały do niego relacje, które nie zachowały się do dzisiejszych czasów. W świetle znanych nam wydarzeń możemy się domyślać, że w obliczu nieuchronnego zafałszowania Nauki Jezusa, Jan zapewne chciał „przemycić” prawdę dla przyszłych pokoleń.

Jan napisał, że objawienie zostało mu dane „za pomocą znaków” (Ap 1:1) które, jak dalej napisano, czynią demony (Ap 16:13). Oznaczałoby to, że istotnym źródłem informacji oraz wnioskowania były demony ukazujące się zarówno za życia, jak i po śmierci Jezusa.

Apokalipsa, jak sądzę, nie jest proroctwem w dotychczasowym rozumieniu tego słowa, jako zapowiedź nieuchronnych wydarzeń co do miejsca i czasu, ale przewidywaniem prawdopodobnych scenariuszy w oparciu o istniejące fakty. Jest także możliwe, że Apokalipsa jest pracą zbiorową, zredagowaną głównie w oparciu o relacje Jana, być może częściowo już po jego śmierci.

Wydaje mi się, że Ewangelia wg św. Jana jest integralną częścią zamysłu Apostoła. Podwójny epilog zdaje się mówić: „to nie zostało napisane po latach, ale bezpośrednio po wydarzeniach”. Ewangelia ta prawdopodobnie swój ostateczny kształt rzeczywiście przyjęła po latach w oparciu o wcześniejsze zapiski, kiedy Jan zapoznał się przynajmniej z jedną z pozostałych ewangelii, oraz zorientował się w jakim kierunku podąża chrześcijaństwo. Przypuszczam, że Jan selektywnie zamieścił tylko te opisy (Jn 20:31), które będą pomocne przyszłemu czytelnikowi w poszukiwaniu prawdy.

Wracając do cytowanego wyżej fragmentu Ewangelii (Jn 21:20-25), przypuszczam że Jan w dużej mierze do swojej osoby odniósł następujący zapis w Apokalipsie: „Jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy! Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli, jeśli kto na zabicie mieczem - musi być mieczem zabity. Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych” (Ap 13:9-10). „Miecz” oznaczałby tutaj „słowo”. Jan zdaje się mówić, że dla niego nie jest wystarczającym wyjaśnieniem: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Pogodzenie się z takim sądem oznacza pokorne poddanie się w niewolę, co zaprzecza całej wcześniejszej Nauce Jezusa. Także do tego fragmentu Ewangelii odnosi się zapewne zakończenie Apokalipsy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. Jestem przekonany, że to przyjście Jezusa polega na zrozumieniu Jego Nauki, a także na zrozumieniu skutków, jakie ta Nauka wywołała w okresie ostatnich 2000 lat.

Z omawianym tematem wiąże się zapis w Apokalipsie dotyczący Dwóch Świadków. Jedno z możliwych wyjaśnień przedstawiłem we wpisie #17. Obecnie wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że jednym z Dwóch Świadków jest Jan Ewangelista. Przyjmuje się, że był nim jeden z synów Zebedeusza. We fragmencie Ewangelii wg św. Jana, pomiędzy dwoma epilogami, napisano: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. (Jn 21:2). Ponieważ cała Ewangelia napisana została w konwencji anonimowości autora, można oczekiwać, że również i w tym zdaniu (Jn 21:2) zachowano anonimowość autora. Powstaje raczej pytanie, kim był drugi anonimowy uczeń (świadek). Gdyby przyjąć, że są to apokaliptyczni Dwaj Świadkowie, wówczas rozpoznanie drugiego byłoby o tyle istotne, ponieważ obaj pozostawili po sobie proroctwa oraz żyli w poczuciu winy (obleczeni w wory).

Z kolei, odczytując Apokalipsę jako księgę ”zapisaną wewnątrz i na odwrocie”, dotychczasowym wypełnieniem Dwóch Świadków byliby apostoł Piotr oraz Paweł z Tarsu, obaj również obleczeni w wory: Piotr z powodu 3-krotnego zaparcia się Jezusa, Paweł z powodu wcześniejszego prześladowania chrześcijan.

Jest mało prawdopodobne, aby rybak zamieszkujący nad Jeziorem Tyberiadzkim (Jan, syn Zebedeusza) mógł mieć znajomości z arcykapłanem. Możliwe, że oprócz „Drugiego Jana” był także „Drugi Szymon Piotr”. Chodzi o to, czy Szymon Piotr był synem Jana (Jn 21:15), czy synem Jony (Jonasza) (Mt 16:17). Sprawa jest niejasna, a w dostępnych mi źródłach elektronicznych (Biblia Gdańska, Biblia Warszawska) oraz internetowych znaleźć można różne zapisy (cytaty w komentarzach). Interesujące, że Szymon Piotr był żonaty, tzn. miał teściową (Mt 8:14; Mr 1:30; Łk 4:38). Przy okazji Dwóch Świadków warto zwrócić także uwagę na „Dwa Miecze” wymienione w ewangelii Łukasza (cytat w komentarzach).

09:55, har_magedon
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 lutego 2007
#22. Biada, biada.

Czasy największego mnóstwa zbrodni
są czasami największego mnóstwa kościołów.
Stanisław Staszic: Ród ludzki.
Księga 11, wiersz 431

We wpisie #7 przedstawiłem argumenty przemawiające, że Apokaliptyczną Wielką Nierządnicą jest Kościół Katolicki, czyli fałszywa religia, jak poniekąd słusznie twierdzi inna, znacznie młodsza Nierządnica – Świadkowie Jehowy. O tym, czym jest, kto wypromował oraz kto zniszczył starotestamentową Nierządnicę, doskonale widać z zapisów biblijnych (Wj 34:14-16; Kpł 17:6-7; Pwt 31:16-17; Sdz 8:24-27; Sdz 8:33-34; Iz 1:8-26; Iz 57:1-21; Jr 2:1-37; Jr 3:1-25; Jr 5:1-33; Ba 6:1-72; Ez 6:1-14; Ez 16:1-63; Ez 20:1-44; Ez 22:1-31; Ez 21:1-37; Ez 23:1-49; Oz 1:2; Oz 2:1-25; Na 3:1-18). Wiele z tych opisów pasuje, „jak ulał”, do Kościoła Katolickiego.

Z punktu widzenia Apokalipsy, fałszywa religia, to religia która zafałszowała Naukę Jezusa, a nie „naukę” starotestamentowego „Boga”, który zawsze był kłamcą i zbójem. Taka też jest wymowa poniższych cytatów, odsłaniających kawałek „dupy” Wielkiej Kurwy: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą (we Mnie), temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze (Mr 9:42, patrz także Mt 18:6; Łk 17:2). I potężny jeden anioł dźwignął kamień jak wielki kamień młyński, i rzucił w morze, mówiąc: Tak z rozmachem Babilon, wielka stolica, zostanie rzucona i już się wcale nie znajdzie (Ap 18:21).

Należy dodać, że obleczona w słońce Apokaliptyczna Niewiasta, która porodziła Mężczyznę, to ta sama Wielka Nierządnica (fałszywa religia). Wspólnym mianownikiem „obydwu” Niewiast jest m.in. błąkanie się po pustyni (Ap 12:13, Ap 17:3) w drodze do „ziemi obiecanej”. Nawiązano tu do wydarzeń biblijnych z czasów Mojżesza.

Apokalipsa przewiduje, że to Bestia, jak narowisty koń, przyczyni się do upadku Wielkiej Nierządnicy. Fragment opisujący jej upadek zawiera w sobie dodatkową informację: to Wielka Nierządnica odpowiedzialna jest za wydarzenia przedstawione jako „pierwsze biada”, „drugie biada” oraz „trzecie biada”. Odzwierciedleniem tego jest trzykrotne „biada, biada”, jako podwójna zapłata za jej grzechy:

I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: bo grzechy jej narosły - aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie. Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie (Ap 18:4-6)

Poszczególne fragmenty powinno się odczytywać w układzie sparowanym, tzn. „pierwsze biada” w połączeniu z „pierwszym biada, biada”, itd. Autor Apokalipsy prawdopodobnie wykorzystał jako „wzorzec” fragmenty z księgi Habakuka (cytaty w komentarzach). Szczególnie czytelne jest „trzecie biada”, przed którym trąbi Jezus, mówiące, że cykl „od Przymierza do Przymierza” niesie ze sobą ogromny rozlew krwi, zwłaszcza na etapie przebudowy „miasta”. Przypomnę, że „miasto” symbolizuje religię. Należy także zauważyć, że dopełnieniem 2-go „biada” jest „Anioł” odczytujący „książeczkę” (ryczący jak lew) oraz Dwaj Świadkowie.

Czy musi się dopełnić krwawy scenariusz, przed którym trąbi Jezus? Myślę, że nie. Im więcej osób będzie trąbić, dociekając „tła” wydarzeń oraz ujawniać manipulatorów, tym większe szanse, że uda się uniknąć wojny religijno-domowej. Oby ten „dym pożaru” ograniczył się jedynie do werbalnego potępienia Wielkiej Nierządnicy.

Niekwestionowaną cechą kurwy jest dawanie dupy w zamian za „coś”. Wielka Nierządnica, jak przystało na Wielką Kurwę, nie daje „dupy” „byle komu” i za „byle co”, ale umiejętnie i wybiórczo, tak aby realizować swoje własne interesy, np. podpisanie korzystnego konkordatu. To dawanie „dupy” może nawet polegać na przemilczeniu ewidentnej niesprawiedliwości, czy zbrodni (przykładem jest faszyzm). Nad „dawaniem dupy” przez Nierządnicę (czyli komu, kiedy, za ile i w jaki sposób), czuwa alfons Bestia. Nie usprawiedliwiając kurestwa Nierządnicy, jest „ona” ofiarą Bestii. Z kolei, o ile dobrze odczytuję Apokalipsę, Bestie nie są świadome, że nad nimi, z poziomu „wyższego wymiaru”, panuje Smok.

Podstawową bronią, jaką dysponuje Wielka Nierządnica, jest „wielki miecz” (Ap 6:4), czyli „Słowo Boże”. Ten „miecz”, w połączeniu z demonami, pozwala na uwalnianie „dymu”, czyli umiejętnie prowadzonej, kłamliwej propagandy. To z tego „dymu” wychodzi „szarańcza” (Ap 9:3; Na 3:16), niszcząca wszystko, co zbuduje Naród. Ten „dym” także sprawia, „by się wzajemnie ludzie zabijali”.

Powyższa charakterystyka jest istotna w świetle nowej, rodzącej się Nierządnicy, będącej jedną z trzech apokaliptycznych ropuch – są to szeroko pojęte Media (radio, TV, prasa, internet). Mam tu na myśli najbardziej hałaśliwy (rechoczący) segment mediów, będący na usługach Bestii. Medialna kurwa uwalnia obecnie nieprawdopodobne ilości „dymu”. Warto poszukać „znaków”, jakie czynią te demony. Niemal każdy nowy akt prawny, zawężający naszą wolność, poprzedzony jest odpowiednio nagłośnionym „przypadkiem”. Ten „dym” (np. seksafery) pozwala także przesłonić istotne dla Narodu decyzje, które realizuje się w ukryciu. Pod osłoną tego „dymu” Bestie szykują zagładę dla Narodu w postaci „tarczy antyrakietowej” (patrz artykuł M. Sobczaka i A. Szpaka, Angora, „datowany” 4 luty 2007, str. 8). To właśnie w mediach ma miejsce najbardziej ostra walka Bestii z ludzkością. Ten bój w mediach toczy się już od wielu lat. Niestety, ogromna większość Wiernych i Prawdziwych nie jest świadoma, jakimi metodami i „środkami wyrazu” dysponują Bestie, a zwłaszcza, jakie są ich rzeczywiste cele.

Upadek Wielkiej Nierządnicy ulegnie przyspieszeniu, kiedy znacząco obniży się jej przydatność w pełnieniu szatańskiej misji. Istotnym tego „znakiem” będzie „wysychanie wód tej Wielkiej Rzeki”, czyli masowe odchodzenie ludzi od chrześcijaństwa. Wiele „znaków na niebie i na ziemi” wskazuje, że obecnie uruchomiono kaskadę wydarzeń, których wymowa i znaczenie nie znajduje odpowiednika na przestrzeni conajmniej kilkudziesięciu lat. Pojawiła się nowa jakość – Kościół coraz bardziej jawnie, choć w pokrętny sposób, oskarża sam siebie, a dzieje się to w najbardziej katolickim kraju.

Jednym z demonów, który czyni wiele „znaków”, są teczki ukryte w archiwach IPN. Od dłuższego już czasu wyraźnie widać, że teczki stały się potężnym narzędziem Bestii, które otwiera się „w miarę potrzeb”. Jak długo jeszcze ten zbiór „cyrografów” będzie wykorzystywany przeciwko Narodowi?

Przypomnę tu najważniejsze wydarzenia sprzed miesiąca:
Po ingresie na metropolitę warszawskiego oraz oskarżeniach prasowych o współpracę z SB, arcybiskup Wielgus w dniu 5 stycznia 2007 oświadcza: „...przypisano mi różne złe intencje i złe postawy w stosunku do Kościoła. Jest to fałsz. Nie istnieje żadna dowodząca tego dokumentacja...”. Nazajutrz, 6 stycznia, Wielgus oświadcza: „...skrzywdziłem jednak Kościół. Skrzywdziłem go ponownie, kiedy w ostatnich dniach – w obliczu rozgorączkowanej kampanii medialnej – zaprzeczyłem faktom tej współpracy”. Obydwa oświadczenia przedrukował tygodnik Angora („datowany” 14 stycznia 2007, str. 14-15). Kolejnego dnia, 7 stycznia, prymas Józef Glemp w homilii wygłoszonej podczas mszy powiedział: „Dzisiaj dokonał się nad arcybiskupem Wielgusem sąd. Cóż to za sąd? Na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych (długotrwałe oklaski). My nie chcemy takich sądów! (oklaski)”. Treść homilii wydrukowała Gazeta Wyborcza (8 stycznia 2007, str. 10).

Nie ma zasadniczo znaczenia, czy Kościół był na usługach SB, czy odwrotnie, bo i tak cały wstyd pozostaje „w jednej rodzinie”. Jaki był cel otwarcia teczki? Mieć teczkę na metropolitę warszawskiego to prawdziwa gratka, to silny „argument przetargowy”, w zamian np. za poparcie w przyszłych wyborach. Nikt rozsądnie myślący (w kontekście swojej „moralności”) nie będzie się pozbywał takiego „atutu”.

Wydanie, z dnia na dzień, dwóch przeciwstawnych oświadczeń jest ewenementem w historii „dyplomacji”, i kryje w sobie głębiej ukryty cel. Obiektywnie patrząc, świadczy to jedynie, że Wielgus jest Kłamcą. Jest jednak prawdopodobne, że należy on do tej samej bandy prowokatorów. Nawet autobusowy desant „moherowych beretów” ma swoją jawną wymowę: „patrzcie, to zaplanowana propaganda”. Tam, gdzie chce się przekonać, że jest to spontaniczny ruch społeczny, odreagowujący słuszne oburzenie, synagoga Szatana zbiega się z różnych kierunków, dając pozory pełnej naturalności. Ostatecznie, i tak walczą ze sobą tylko ci, którzy dali się zwieść i przybyli na samym końcu.

W kontekście oświadczenia arcybiskupa Wielgusa z dnia 6 stycznia, w którym przyznał się do szpiegowania, słowa wypowiedziane nazajutrz przez Glempa w sposób oczywisty świadczą, że „szczekający kundelek” „grał” wariata. Przypomnę, że mianem „szczekających kundelków” prymas Glemp określił dziennikarzy krytykujących Kościół. Jako tako zrozumiałe byłyby następujące słowa „szczekającego kundelka”: „trudno, szpiegowałeś nas i wybaczamy ci, ale po emeryturę zgłoś się do SB”. Niejeden racjonalnie, a zarazem impulsywnie myślący obserwator, słuchając „szczekającego kundelka” z pewnością się zastanawiał: Dlaczego nikt go nie opluł? Dlaczego nie wywieziono go poza „miasto” na kupie gnoju, jak reymontowską Jagnę? Błąd interpretacyjny polega na niedocenianiu inteligencji moherowej synagogi Szatana, bo obiektem „obszczekiwania” jest Obserwator.

Naiwnością jest posądzanie ICH, że „nie wiedzą, co czynią”, bo od niepamiętnych czasów zaprawieni są w aktorstwie udawania idiotów. Potrafią doskonale grać całe spektrum charakterów, od mędrców po idiotów. Wielu z nich nagle ewoluuje z jednego bieguna do drugiego. Nieuk nabywa salonowej ogłady, inteligent zamienia się w dziada i chama. Przyglądaj się uważnie otaczającym cię idiotom, abyś się sam nie okazał prawdziwym idiotą!

Komentarze w mediach wskazują na zdezorientowanie obserwatorów, w sytuacji, kiedy widać wyraźnie „co się święci”. Nad Polską wiszą ciemne, krwawe chmury. Kto ma odrobinę wyobraźni, ten je dostrzeże. Później akcja rozwija się błyskawicznie, i tylko nieliczni wiedzą, kto za tym stał. Potem będzie tylko morze krwi, i Bestie zawodzące krokodylimi łzami nad trumnami ofiar. I o tym „szczekający kundelek” doskonale wie. Zanim zdechnie ta 7-głowa hydra, prawdopodobnie przeleje się wiele krwi, i dlatego należy Trąbić, bo rzeczywiste proroctwo polega na przewidywaniu prawdopodobnych scenariuszy w oparciu o znane fakty.

Wiele wskazuje, że jest to „preludium” do dalszych „przedstawień” Bestii. Przypuszczalnym celem, oprócz ogromnego rozlewu krwi, będzie zniszczenie archiwów watykańskich, ukrywających nieco więcej informacji o historii średniowiecza, niż zachowana bajka „o rycerzach okrągłego stołu”. Pojawia się coraz więcej „znaków”, że Bestie uderzą w Nierządnicę kolejnymi Rogami. I chociaż będą to prawdy znane od stuleci, nadany zostanie im mocny akcent medialny, jakby odkryto Amerykę. Osoby odkrywające te prawdy nie muszą wywodzić się ze środowiska Bestii – pozwoli się im mówić o rzeczach przez lata wytłumianych. Przykładem „dolewania oliwy do ognia” jest wyciąganie „niejasności” w działalności CARITAS, organizacji charytatywnej nadzorowanej przez Episkopat (patrz artykuł M. Sobczaka i A. Szpaka w tygodniku Angora („datowany” na 7 styczeń 2007, str. 8). Kolejna prowokacja z ostatnich dni, to dofinansowanie budowy Świątyni Opaczności (!) Bożej z kieszeni niekatolików, bo tacy dominują w grupie osób płacących podatki. I wcale nie chodzi tu o 40 milionów złotych, ale o sprowokowanie Narodu. Wielokrotnie wyższe kwoty przekazano w ramach „odzyskiwania majątku kościelnego”, czy ulg celnych.

Tu chodzi o poziom adrenaliny w Narodzie!
Tu chodzi o to, aby wyprowadzić ludzi na ulice!

„Szczekający kundelek” niejednego może wyprowadzić z równowagi. Doskonały tego przykład przedstawia scena z filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego – słusznie uznanego jako najlepszy film 2002 roku:

-Niech Pan nie spuszcza głowy. Ja od wejścia widzę, że jest Pan za skromny – mówi psycholog, masażysta ciała i mózgu.
(...)
-I do góry głowa, czuje Pan, że jest Pan ważną osobą.
(...)
-Jamnika się boi, głupek, ha, ha, ha...
-Sama żeś durna! - i poziom adrenaliny przekracza wartość krytyczną.
-Ty gnoju! Kalekę kopiesz, inwalidę?!!! – burzy się synagoga Szatana.
-Jezu, o Jezu! Zabił mnie! Marian! Józek!

-Jeszcze mnie tu zabiją, te miejscowe lumpy. Jakby co, to się wyprę, albo zgolę wąsa. I znów zachowuję się, kurwa, nieasertywnie. Ja pierdolę!!!
Czy jestem wariatem???

Szczekający kundelek jest znacznie szerszym zjawiskiem. Niemal cały film przedstawia zmagania Miauczyńskiego ze szczekającym kundelkiem. Włączysz radio, telewizor – kundelek; otworzysz gazetę, internet – kundelek. A kiedy chcesz się odciąć od tego wszystkiego, to jeszcze czeka na ciebie twój osobisty, domowy szczekający kundelek. Kundelek cały czas „próbuje cię” ...ugryźć. Kundelek nie popuści, bo kundelki tak mają... Uważaj na masażystów mózgu, szczekające kundelki i synagogę Szatana, bo na końcu, na placu boju, pozostanie Marian, Józek i ty.

Trzymaj się mocno, czytelniku, życzę ci dużo spokoju i rozwagi.

15:32, har_magedon
Link Komentarze (4) »