Blog > Komentarze do wpisu
Mein Kampf i Obława (cz.2).

Stanisław Tym: ROZMOWY PRZY WYCINANIU LASU.

(Słychać krzyki drwali).
MACUGA
Rany boskie!

BIMBER
Uwaga!!!

ZYZOL
Uciekać!!! Ratuj się!!!

MACUGA
Wali się!

(Gajowy ochrania Ethalię, bo ogromne drzewo majestatycznie wali się na ziemię).
GAJOWY
(Wstaje).
Wszyscy żyją? Pytam, czy wszyscy żyją?

DUNLOP
Ja nie żyję!

GAJOWY
„Ja” to znaczy – kto?

DUNLOP
Ja, znaczy Dunlop.

GAJOWY
A reszta? Czemu reszta milczy?

BIMBER
Reszta jest milczeniem
{RESZTA JEST MILCZENIEM – wtóruje mu echo}

 

Akt drugi

[...]
MACUGA
Ja tam w gazecie czytać nie umiem. Tylko w telewizorze potrafię, jak film dają zagraniczny i jest napisane pod spodem, co mówią, to potrafię.

BIMBER
Bo to wtedy jeszcze i czytają na głośno to, co jest napisane.

MACUGA
Nie gadaj głupstw. Sam czytam.

ZYZOL
Pewnie, że w telewizorze czytają na głośno.

MACUGA
To mi się wydało, znakiem tego. Myślałem, że to ja sam czytam.

ZYZOL
Toś ty, Macuga, analfabeta jest?

MACUGA
A to ja już sam nie wiem. Pokaż no tej gazety.
(Patrzy w tekst).
Psiakrew sobacka! Nie umiem, okazuje się. Byłem pewien, że tak, że umiem, a tu – masz. To jak to ty, Bimber, robisz, że czytasz?

[...]
(Wjeżdża Siekierowy na rowerze).
BIMBER
Dzień dobry, panie Siekierowy. Stało się coś?

SIEKIEROWY
A co się niby miało stać? Nic się nie stało. Co tam nowego...?

ZYZOL
Macuga jest analfabeta, okazało się, panie Siekierowy.

SIEKIEROWY
Co ty gadasz, że analfabeta, jak analfabetów nie ma.

ZYZOL
Jak to? A gdzie są?

SIEKIEROWY
Nie ma. Jak analfabetyzm likwidowali, to razem z nim. I nie ma.

MACUGA
Po mojemu, jak taki analfabetyzm się bierze i likwiduje, to nie jest ważne, że się potem potrafi czytać i pisać, ale najważniejsze, co się czyta i pisze. Ale może głupio gadam.

SIEKIEROWY
Głupio gadasz.

[...] 
(Na białej koszuli Siekierowego zielone ślady farby).
MACUGA
Nie łżyj. Nie bądź ty świnia ostateczna. Pietrasznik myszą śmierdzi – francowaty jesteś. Kiedyś tam u niej był? Gadaj! A zresztą, jak chcesz to i nie gadaj. Idź.

SIEKIEROWY
Trzy dni temu będzie, jak przyjechali, pan Gajowy kazał odprowadzić, drogę pokazać, no... ona potem tam sama została, bo ten jej... polazł gdzieś...

MACUGA
Anielica, psiakrew. Wszystko gangrena.

DUNLOP
Dajcie żyć. O mój Boże.

[...]
DUNLOP
Ogień rozpalę i wody zagrzeję.
(Rozgląda się i upewnia, że został sam, zdejmuje kurtkę i sprawdza koszulę. Widać zielone ślady farby z przodu koszuli. Dunlop nakłada kurtkę).
Idę, nie ma co.

ZYZOL
(spod drzewa)
Gdzie idziesz? Zabronili odchodzić!

DUNLOP
Jakby Macuga pytał, to powiedz, że poszedłem. Że poszedłem do ośrodka zdrowia.

ZYZOL
Chcesz się prześwietlić, czy żebra ci nie pękły?

DUNLOP
Tak, chcę się prześwietlić, czy mi nie pękły.
(Dunlop wychodzi).

ZYZOL
Oj, racja, bo też nieporęczny ten dąb jakiś.

(Macuga wchodzi, trzyma coś na dłoni).
Jakbym go, sukinsyna, złapał, to mordę bym mu skuł na kotlet. Tyle lat! Tyle lat. A taka świnia przyjedzie i wszystko wydusi.

BIMBER
(Wchodzi z kartoflami).
Co się stało?

MACUGA
Oo!

BIMBER
Co to jest?

MACUGA
Bo i poznać trudno. Pęcherz z naszego karpia.

(Bimber wypuścił kartofle).
Cooo? Kto... kto to zrobił?

MACUGA
Idź na brzeg i zobacz te eleganckie niedopałki z filterkami, te kawałeczki mieniącej żyłki, a dookoła złotawa łuska i o... to. To, co zostało, jak go zamordował i wypatroszył.

BIMBER
Nie może być. Chyba dziesięć lat przecież...

MACUGA
Znał nas, każdego po imieniu, wiedział przecież wszystko, co i jak... I takiemu dał się złapać i zabić.

BIMBER
Porządne było karpisko. Ale głupie, widać z tego.

MACUGA
Zamachał mu tam jakimś błyszczącym cudem, a ta głupota, nieprzyzwyczajony do takich, ryja otworzył i po nim.

BIMBER
Kanalia. Czekaj. Daj no siekiery.

MACUGA
Po co?

BIMBER
Pójdę, tam oni wszyscy obiad z tymi... tymi ekspertami jedzą. To i ten tam będzie z tą swoją. A ja wezmę i ostrym rogiem dunlopy im przetnę, a światełka i resztę potłukę. Daj!

MACUGA
Po co tak?

BIMBER
A z zemsty, za niego. Daj!

MACUGA
Pofolguj, Bimber. Żal, ja wiem, ale odpuść.

BIMBER
A co tam. Daj siekierę!

MACUGA
Nie ma.

BIMBER
Jest. Przecież nasza jest. Gdzie zakopana?

MACUGA
Nie śpiesz się. Jeszcze czas. Co ty go będziesz karał? Sam on się ukarze. Za dobrze się poczuje, za pewnie. Kółko mu się urwie albo sam gdzie z drogi wypadnie, bo myśli, że taka ona szeroka zawsze będzie i dla niego ta droga...

BIMBER
Kiedy...?

MACUGA
Nie twoja rzecz, nie moja. Nie nasza. Nasza rzecz – nasze robić. Chodź. Wrzucimy go do wody.

BIMBER
Do wody?

MACUGA
A gdzie? Niech wraca, skąd się wziął. Okonie będą miały bal.

KONIEC

 

środa, 03 grudnia 2008, har_magedon

Polecane wpisy

  • Lista wpisów:

    Skurwysyny diabły, w nocy z 28. 02. na 1.03. 2009 (wydawało mi się, że jest 26-27) napadliście na mój dom. Wygłądało to tak jak opisywał Profesor Jan Pająk. Jak

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1a).

    Platon. Dialogi. (przekład Władysław Witwicki) Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 2007. dostępne on-line:   http://www.katedra.uksw.edu.pl/plato

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1b).

    [...] Kiedy Agaton skończył, wszyscy, powiada Arystodemos, zaczęli głośno objawiać zachwyt, że młody człowiek tak doskonale mówił, tak jak i jemu wypadało chwal