Blog > Komentarze do wpisu
Czarownice i były katolik (cz.1).

Tym co ‘niełapią’ tematu proponuje przeczytać ‘poniszszy’ tekst który znalazłem na stronie: 

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/podkarpackie/news/sa-najwiekszym-postrachem-dla-kleru,1082153

Pierwszy komentarz pojawił się już po 6-ciu minutach, a jaja są tym ‘więkrze’, że komentarz „byłego katolika” jest kilkakrotnie ‘więkrzy’ od komentowanego artykułu, i przekracza dopuszczalną objętość pojedynczego wpisu na tym blogu. Ktoś się napracował, zamiast zamieścić link do tekstu Alfred’a Palla:

http://google.interia.pl/szukaj/?q=Alfred+Palla&s=Szukaj&sg=1

„Dym” z innych komentarzy jest również interesujący, i ODZWIERCIEDLA ogólny obraz społeczeństwa. Wybrana strona jest jedynie „kroplą w morzu” internetowego dymu, gdzie i Wodzirej, i muzyka, i światła są „nasze”. Wydaje się jednak, że czasami próbuje przemówić ktoś z pośród „podpierających ściany”.

Do kompletu pozwoliłem sobie również zamieścić treść komentowanego artykułu, który przedstawia „ugruntowaną” wiedzę w tym temacie: 

Zielarki czyli czarownice

Czwartek, 27 marca (06:48)

Niedawno opinią publiczną na Opolszczyźnie wstrząsnęła informacja, że niektórzy radni miasta Nysa nie chcą się zgodzić na wytyczenie i oznakowanie polsko-czeskiego szlaku "czarownic" jako atrakcji turystycznej. I to mimo że Unia Europejska gotowa byłaby sfinansować takowe przedsięwzięcie. Radni twierdzą, że słowo "czarownica" jest niechrześcijańskie i nie można go promować. Tymczasem szlak ma w rzeczy samej upamiętniać śmierć kilkuset lokalnych zielarek, które zostały zamęczone w okrutny sposób w okolicach miasta, będącego przez wieki własnością biskupów.

Dlaczego mordowano zielarki? Powód jest prosty - każda wiedza jest niebezpieczna, gdy władza jest zacofana. A wiedza zielarek była imponująca.

 Zioła na wszystko

- Wielką moc daje wiedza lekarska, tedy strzeż się mnie i nie próbuj kłamać - obwieścił lekarz, bohater książki "Raz do roku w Skiroławkach" Zbigniewa Nienackiego. Wcześniej, zanim narodziła się współczesna medycyna, taką mocą dysponowały zielarki i znachorki, zwane też szeptuchami lub czmucichami. Ich wiedza była przekazywana ustnie, z "mistrzyni" na uczennicę, najczęściej w żeńskiej linii rodzinnej.

Dziewczynki uczyły się najpierw odróżniać zioła leczące najpopularniejsze choroby, wynikające z niehigienicznego trybu życia, czyli biegunki. Najczęściej leczyły je miętą, czarnymi jagodami, korą brzozową lub dębową. W przeciwnym kierunku (zaparcia) stosowano korę kruszyny. Drugi etap nauki to leczenie chorób skóry. Te wymagały już większej wiedzy, bo wymagały stosowania okładów i maści, do których dodawano wywar z rumianku, nagietka, pokrzywy, rzadziej z cebuli, a ze specyfików pozaziołowych różnego rodzaju glinę (glinki zwierają związki miedzi i aluminium działające ściągająco), czy pajęczynę (zawiera substancje antybiotyczne).

Kolejny etap to bóle, np. zębów i uszu. Zielarki stosowały inhalacje lub płukanki z lulka czarnego, a na uspokojenie podawały gotowany mak, czyli opium. Podobnie działały w śladowych dawkach widłak i czarny bez.

Oczywiście ludność miała także inne zapotrzebowania. Ot, drobny urok trzeba było rzucić, odciąć krowie mleko czy sprowadzić uczucie na wybraną osobę. I kobiety spełniały te zachcianki, dorzucając dla lepszego efektu kilka zaklęć i "napój magiczny".

Pomagały im w tym lubczyk i ruta, zaś do "leczenia" niepożądanych efektów tegoż uczucia krwawnik (do wywoływania poronienia). Rzucone wcześniej uroki odczyniał zaś nieśmiertelny czosnek.

Próba wody lub ognia

Kościół katolicki, "przewodnia siła narodów", zwalczał zielarstwo, bo się na nim kompletnie nie znał. Promował przy tym własne metody kuracji, polegające głównie na puszczaniu krwi. I - jak łatwo domniemywać - były to usługi komercyjne.

Musiała więc konkurencja być szybko eliminowana tym bardziej, że zielarstwem zajmowały się kobiety, którymi kler gardził. Do przydatnych skądinąd zielarek przypięto więc łatkę czarownic.

Najpowszechniejszą metodą wykrywania czarownic była próba wody. Wrzucano nieszczęśnicę skutą łańcuchami do rzeki i czekano aż wypłynie. Jeśli nie wypłynęła, uznawana była za niewinną.

Kobiety o większej wyporności potrafiły jednak przeżyć taką próbę. Wtedy zostawały uznawane za wiedźmy i poddawane eliminacji poprzez spalenie. W naszym regionie zachowało się kilka kapliczek, które zostały zbudowane na miejscu spalenia czarownic, jak choćby w Leżajsku, koło niedawno wybudowanego ronda.

Palenia czarownic powszechnie zaprzestano pod koniec XVII w., ale pławienie utrzymało się jeszcze 200 lat dłużej (w 1836 roku utopiono tak mieszkankę wsi Chałupy na Helu).

 Hildegarda z Bingen

Kościół miał jednak pewne zasługi w krzewieniu nowoczesnego zielarstwa. Przykładem może być przeorysza z Bingen, matka Hildegarda (również kobieta), żyjąca w latach 1098 - 1179. Opisała ona ponad 1000 roślin leczniczych, dzięki czemu wiedza na temat zielarstwa stawała się dostępna legalnym "lekarzom".

Problem z Hildegardą polegał jednak na tym, że jej dzieło nie było zbyt często czytane. Kler, zwłaszcza prowincjonalny, nie był powszechnie uczony w piśmie, toteż uzdrawiająca moc ziół nie mogła zostać właściwie wykorzystana.

A wiedza przeoryszy była jak na owe czasy imponująca. Dość powiedzieć, że współczesna, nowoczesna medycyna zna niewiele więcej ziół leczniczych, niż opisanych przez mądrą zakonnicę w dziele "Physica". Dziś w Polsce jest zarejestrowanych ok. 2 tys. preparatów ziołowych.

 Znachorki są wśród nas

Era znachorek nie odeszła w przeszłość. Spotyka się je do dziś i to nie tylko w postaci wróżek rozkładających karty tarota. Jeden z podkarpackich weterynarzy spotkał taką w okolicach Przeworska kilka lat temu, na przełomie wieków.

Ponieważ współczesna medycyna nie mogła sobie poradzić z wyleczeniem zdychającej krowy, właścicielka zwierzęcia posłała po znachorkę. Ta obejrzała zwierzę i orzekła: "jeśli popiół będzie pływał, krowa przeżyje, jeśli zatonie, zwierzę zdechnie. Dajcie wiadro wody i gorący popiół".

Popiół zatonął, a krowa padła. Czary? Niekoniecznie. Gorący popiół tonie, zimny nie. Można sprawdzić. Tyle że trzeba znać podstawowe prawa fizyki. A tego inkwizytorzy pojąć nie potrafili. Podobnie, jak niektórzy współcześni radni.

MIROSŁAW BRZEZIŃSKI

 

Komentarze (wybrane):

( 2008-03-27 06:54) ~Punia

A ja to się boję kominiarza...

( 2008-03-27 10:35) ~były katolik

a jaja są tym więkrze że tzw czarownice są wsród katolików - niewierzycie ?? - to powiedcie mi co robi kult królowej niebios w kosciele katolickim ????
Tym co niełapią tematu proponuje przeczytać poniszszy tekst który znalazłem na jednej z protestanckich stron, a klechy tak obrzucają błotem protestantów....

Kult Królowej Niebios
Demoniczne zwierzchności

Księga Daniela mówi, że demoniczny książę, któremu podlegała Persja, miał taką moc na swym terenie, że opóźnił odpowiedź na modlitwę Daniela o trzy tygodnie. Przemogła go dopiero interwencja archanioła Michała, która nastąpiła w rezultacie postu Daniela (Dn. 10). Pokazuje to, że terytorialne zwierzchności dysponują ogromną mocą. Pokazuje też, że modlitwa i post mogą skutecznie wiązać ich działalność.

Biblia wspomina o kilku miejscach poświęconych kananejskiemu bożkowi Baalowi np. Baal-Peor, Baal-Gad, Baal-Hermon. Ich etymologia wskazuje, że Baal był uważany za pana tych miejsc. Wierzono, że od niego zależy obfitość zbiorów i pomyślność. Ludzie starali się pozyskać jego przychylność ofiarami i rytuałami. Biblia, oprócz Baala (Lb. 22:41) wymienia z imienia między innymi takie zwierzchności jak: Dagon (Sdz. 16:23), Moloch (Kpł. 20:2), Królowa Niebios (Jer. 44:17-25; Dz. 19:27-35). Niektóre posiadały ogromny wpływ nad dużymi terytoriami przez długie okresy czasu. Trudno rozumieć Biblię nie wiedząc nic o tych duchowych zwierzchnościach. Bóg ukazany jest w Starym Testamencie jako zazdrosny o ludzi, którzy czcili te bożki, nazywając to duchowym "nierządem" (Sdz. 8:33; 1Krl. 15:12; Ez. 20:30), ale nie kwestionując ich istnienia. Biblia traktuje je jako żywe istoty, a nie jedynie archetypy czy symbole zła. Starożytni byli pragmatykami. Składali ofiary bożkom, bo wiedzieli, że przez to wpływają na sferę niewidzialną, a przez nią na swoją rzeczywistość. O skuteczności tych ofiar świadczy rezultat pewnej wojny Izraela z Moabem. "Król Moabu zobaczył, że musi w tej walce ulec, zebrał wokół siebie siedmiuset mężów zdatnych jeszcze do boju, aby przedostać się do króla Edomu, lecz nie zdołali. Wtedy wziął swego syna pierworodnego, który miał objąć po nim panowanie, i złożył go na całopalenie na murze. Wskutek tego powstało wielkie wzburzenie przeciwko Izraelitom, tak iż musieli od niego odstąpić i powrócić do swojej ziemi." (2Krl. 3:26-27).
poniedziałek, 31 marca 2008, har_magedon

Polecane wpisy

  • Lista wpisów:

    Skurwysyny diabły, w nocy z 28. 02. na 1.03. 2009 (wydawało mi się, że jest 26-27) napadliście na mój dom. Wygłądało to tak jak opisywał Profesor Jan Pająk. Jak

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1a).

    Platon. Dialogi. (przekład Władysław Witwicki) Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 2007. dostępne on-line:   http://www.katedra.uksw.edu.pl/plato

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1b).

    [...] Kiedy Agaton skończył, wszyscy, powiada Arystodemos, zaczęli głośno objawiać zachwyt, że młody człowiek tak doskonale mówił, tak jak i jemu wypadało chwal