Blog > Komentarze do wpisu
#25. Umiłowany uczeń.

Ten właśnie uczeń
daje świadectwo o tych sprawach
i on je opisał.

A wiemy,
że świadectwo jego jest prawdziwe.
(Jn 21:24)

Kluczową kwestią dla zrozumienia fenomenu Jezusa wydają się być Dwaj Świadkowie, a jednym z nich, niemal na pewno był „umiłowany uczeń”, autor Ewangelii wg „św. Jana”. Tutaj może się kryć tajemnica „odkupienia”, a także pewien drogowskaz dla naszego postępowania. We wpisie #23 zamieściłem jeden z możliwych wariantów dla „umiłowanego ucznia”, a przedstawione wnioskowanie było stosunkowo ostrożne. Słabym punktem tamtego wpisu jest brak wyjaśnienia, dlaczego „uczeń” został tak szczególnie „wyróżniony” przez Jezusa. Takiego wyroku nie otrzymuje się za to, że „ukradł krowę”.

Warto zwrócić uwagę, że bez świadectwa „umiłowanego ucznia” nasza wiedza na temat Jezusa dramatycznie ulega wypaczeniu. Wiele poprzednich wpisów bazuje na rozbieżnościach między ewangeliami synoptycznymi, a Ewangelią wg św. Jana. Co więcej, uczeń zdaje się przestrzegać, że inne przekazy mogą być nieprawdziwe. Przekaz „Jana” zawiera w sobie ogromny ładunek wiedzy, nieosiągalny u synoptyków. W kontekście „wiary” głoszonej przez Kościół, warto skonfrontować choćby poniższe słowa Jezusa: Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne (Jn 12:25). Ja sam z siebie nic czynić nie mogę (Jn 5:30). Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca (Jn 14:12).

Pobieżne zapoznanie się z Ewangelią wg św. Jana, może wskazywać, że ów uczeń, przez swoją „skromność”, zaniechał opisywania własnych kontaktów z Jezusem. Czytelnikowi, wychowanemu w systemie wartości „tego świata”, bardzo trudno jest „zaskoczyć” na odpowiednie „częstotliwości fal”. Niestety, gdzie pojawiają się niedomówienia, tam nieuchronne są pomówienia. Poniższy wariant przedstawiam dlatego, aby mieć na uwadze, że „tak również mogło być”, a w dalszych rozważaniach uwzględniać jako równie prawdopodobny. Osobiście, poniższe rozwinięcie dla „ucznia” wydaje mi się nawet bardziej prawdopodobne. Niezależnie od przyjętych założeń, z uwagi na scenę jaka miała miejsce nad Morzem Tyberiadzkim (Jn 21:20-25), każdy ciąg logiczny prowadzi mnie do wniosku, że „uczeń” powinien napisać prawdę. Przyjmijmy, że ów uczeń był jednym z „synagogi Szatana”, natomiast Jezusowi udało się Zwyciężyć. Za tym, że Jezus rzeczywiście Zwyciężył, zdają się przemawiać wydarzenia, jakie nastąpiły w ówczesnym Izraelu, co wymaga obszernego rozwinięcia. Istotę „synagogi Szatana”, która jawi się jako hiper-spiskowa teoria dziejów, i której „liczebność” zdaje się przerastać nasze wyobrażenia, spróbuję przybliżyć w następnym wpisie, który „rodzi się z wielkim bólem”.

Uczeń doskonale zrozumiał, że będzie musiał powtórnie się narodzić (Jn 3:3), a w najlepszym przypadku, przez wiele lat oczekiwać w niepewności, czy „Jezus” rzeczywiście przyjdzie. Jezus poprzez ucznia pozostawił nam swoje Złoto i Srebro, a wcale nie musiał tak uczynić, bo chyba nie każdy Duch Proroctwa okazywał tak Dobrą Wolę. Słowa wypowiedziane przez Jezusa mają następującą wymowę: „ratuj się, diable, bo zostaniesz tu na wieki wieków”. Dopiero w tym kontekście staje się zrozumiałe, że uczeń powinien zrobić wszystko, aby jego świadectwo było prawdziwe. Powinien uczynić wszystko, aby dać sobie szansę powrotu do Życia, czyli przekazać całą swoją wiedzę. Aby świadectwo było prawdziwe, uczeń powinien zamieścić jedynie te wydarzenia, w których on sam, osobiście, był świadkiem. Logicznym więc jest takie zredagowanie ewangelii, aby znaleźć w niej ukrywającego się ucznia. Jest jednak prawdopodobne, że ów uczeń ukrywał się pod wieloma z opisanych w ewangelii postaci, lub z poziomu ducha był „naocznym” świadkiem opisanych przez niego wydarzeń.

Zadanie, jakie otrzymał uczeń wydaje się być karkołomne: przekazać prawdę, a jednocześnie ukazać w sposób pozornie niejednoznaczny, że ta prawda pochodzi od diabła, czyli w taki sposób, aby czytelnik zbyt pochopnie nie spalił jego przekazu, zanim się nie zrozumie istoty tego przekazu! Możliwe, że „uczeń” był osobistym „Aniołem Stróżem” Jezusa, rozumianym jako ten sam Duch, przemieszczający się z ciała do ciała (występujący w wielu wcieleniach). Być może to ów uczeń „mnożył” chleb w rękach Jezusa, w duchu szydząc z Jego „naiwności”. Scena nad Morzem Tyberiadzkim byłaby smutnym finałem służenia swojemu „Panu”.

Przesłanie ucznia, zawarte w ewangelii, brzmiałoby następująco: „Czytelniku, jestem dobrze poinformowanym diabłem, więc uważnie zapoznaj się z moim przekazem, jeśli nie chcesz, aby cię spotkał mój los”. Odczytując Apokalipsę „na odwrocie”, do strącenia „ucznia” można odnosić zapis: „Biada ziemi i biada morzu...” (Ap 12:12). Sądzę, że Ewangelia wg św. Jana w szczególności mówi: „biada morzu”. Uczeń opisuje „subtelne” zachowanie się „synagogi Szatana”. Oto wybrane przykłady: a) Dlaczego, podczas wjazdu Jezusa do Jerozolimy, jedni mówili, że „zagrzmiało”, a inni, że „Anioł przemówił do Niego” (Jn 12:29). Jeżeli przemówił „Bóg”, to dlaczego nie wszyscy go usłyszeli? b) Dlaczego nie wszyscy zrozumieli, co Jezus rzekł do Judasza (Jn 13:29). Przypuszczam, że Jezus zorientował się, że jest przerabiany na „Boga”, i wiedział, że komukolwiek poda chleb, ten wypełni Jego „proroctwo”; c) Dlaczego odźwierna zadała pytanie Piotrowi, skoro wcześniej uczeń z nią pomówił (Jn 18:17).

Poszukując „umiłowanego ucznia” w ewangelii Janowej, najbardziej prawdopodobne jest, że był nim Łazarz, również „umiłowany” (Jn 11:5; Jn 11:36). Jego „cudowne wskrzeszenie” uzasadniałoby, że to właśnie on spoczywał na piersi Jezusa w czasie ostatniej wieczerzy. Co ciekawe, pomimo tak wielkiego „długu wdzięczności wobec Jezusa”, Łazarz nie pozostawił po sobie ewangelii, nie pojawia się także w Dziejach Apostolskich. Tajemnicze zdanie: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” (Jn 11:37), może sugerować, że pod osobą Łazarza mógł się także ukrywać „ślepy od urodzenia” (Jn 9:1-41). Słowa wypowiedziane przez „ślepego od urodzenia”: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. (Jn 9:38; patrz także wpis #20, #21) zdają się mieć związek z apokaliptycznym „Bacz, abyś tego nie czynił”. Zagadkowa, w pewnym sensie, jest przypowieść, w której Jezus żebrakowi nadaje imię Łazarz (Łk 16:19-31). Na osobę Jezusa należy patrzeć jako na człowieka, który stopniowo dochodzi do Prawdy, którego poglądy również ulegają zmianom. Wydarzeniem, który silnie wpłynął na światopogląd Jezusa było wskrzeszenie Łazarza, co prawdopodobnie spowodowało, że zaprzestał działalności publicznej. Swoje przemyślenia Jezus najdobitniej zawarł w słowach wypowiedzianych podczas wjazdu na osiołku do Jerozolimy: Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne (Jn 12:25). Zdanie to, jedno z najważniejszych w całej Nauce Jezusa, jest zarazem punktem kulminacyjnym, stanowi przełom w ewolucji światopoglądu Jezusa. Przez pryzmat tych słów należy spoglądać na całą Naukę Jezusa.

W kontekście powyższego wywodu, uczeń zamieściłby tylko te objawienia „demona Jezusa”, za którym, według jego najlepszej wiedzy, kryłby się duch prawdziwego Jezusa. Kolejne pojawianie się „zmartwychwstałego” Jezusa można odczytywać jako próbę przekazania nam, co „do tej pory” udało mu się ustalić po „tamtej stronie”. Sam „powrót” („zmartwychwstanie”) byłby natomiast elementem, którego Jezus nie przewidział, lub nie był pewien, że nastąpi. Jeżeli to Jezus ukazał się Marii Magdalenie, wówczas należałoby przyjąć, że wykorzystał On, aktualnie nieużywane, ciało „ogrodnika”. Mógł tak uczynić świadomie, aby przekazać nam niezwykle ważną informację, że w „morzu” nie wszystkie ciała mają duszę (Ap 8:9). Mógł tak postąpić z konieczności, jeżeli jego własne ciało zostało „porwane”. Nad Morzem Tyberiadzkim Jezus również nie ukazał się w swoim ciele (Jn 21:12).

Co mógł powiedzieć ów uczeń nad Morzem Tyberiadzkim: „ja też jestem diabłem, ale z 7-go nieba”. Odpowiedzieliby mu „uczniowie”: „to idź do diabła!”, i nawet nie napisałby swojej ewangelii, i skończyłby w najniższych warstwach Piekła. Jedyne, co mógł zrobić, to nie dać poznać, że jest diabłem, oraz uczynić wszystko, co jest w „ludzkiej” mocy. O tym, że burdel panuje „jako w niebie, tak i na ziemi” najlepiej świadczy modlitwa „Ojcze nasz”. Do takiego wniosku można dojść nie zaglądając nawet do „nieba”. Im większa hierarchizacja, tym łatwiej zakamuflować wszelką niegodziwość, tym trudniej się połapać, „co tu jest grane”. Do 7-go nieba prawdopodobnie sięga świat wirtualny, gdzie zasiadają „Święci Bogowie”, którym wydaje się, że są żywi, a w rzeczywistości nadal tkwią w śmierci (Ap 3:1-8). Są to czciciele Bestii, będącego namiestnikiem Smoka, a „niebo” przedstawiono jako „namiot” (Ap 7:15) - symbol uwięzienia duszy. W naszym świecie tym „namiotem” jest dane nam ciało. Powyżej 7-go nieba panuje (lub panowała) przemoc ze strony Smoka i jego aniołów. 7-me niebo jest oczywiście umowne, jako wynik przyjętej przez autora rytmiki opartej na liczbie 7, równie dobrze może to być np. niebo 13-te. Znaczenie „namiotu” dosyć dobrze odzwierciedlają zamieszczone w następnym wpisie cytaty biblijne.

Bez względu na liczbę „fizycznie” występujących warstw „nieba”, wydaje się, że wyróżnić można dwie lub trzy kategorie „aniołów”: a) „ludzkich” ludzi; b) „aniołów” Bestii (czcicieli Bestii), wnikających pomiędzy ludzi; oraz c) „aniołów” Smoka (czyli prawdziwe Bestie), wnikających pomiędzy czcicieli Bestii oraz ludzi. Oprócz wirtualnego „nieba” nietrudno sobie wyobrazić wirtualne „piekło”. Takie „piekło” byłoby zarezerwowane tylko dla SWOICH, na pokaz, aby inni mogli upewnić się, że „Bóg” jest SPRAWIEDLIWY. Takie „piekło” zdaje się tłumaczyć zachowanie ogromnych rzesz „ludzi”, za nic mających sprawiedliwość Bożą (hulaj dusza, piekła nie ma). Tak też można odczytać niektóre apokryficzne apokalipsy (np. apokalipsa Pawła). „Aniołowie” Smoka pełniliby rolę typowych diabłów, cierpiących pseudo-katusze w królestwie Bestii, część z nich wnikałaby do „morza”, stanowiąc główny składnik „morza”. Z kolei, czciciele Bestii pełniliby rolę „świętych”, oraz wypełnialiby resztę „morza”. Według tego „modelu”, cała „cywilizacja Pana tego świata” przedstawiałaby się jako ogromny „przekładaniec” diabelsko-diabelski.

„Uczeń” wydaje się być protoplastą (niekoniecznie autorem) apokryficznego „cyklu Ezdrasza”, a wspólnym mianownikiem, jak sądzę, nieprzypadkowo pojawiającym się, jest przymiotnik „umiłowany”, wielokrotnie powtórzony w „cyklu Ezdrasza”. Nawiązanie do tego proroka wydaje się być jedynie symboliczne, aczkolwiek warto wczuć się w odpowiednie analogie. Księga Ezdrasza oraz Księga Nehemiasza, będące dopełnieniem proroctwa Jeremiasza oraz zapisów w księdze Kronik, opisują odbudowę świątyni jerozolimskiej po niewoli babilońskiej. Zwrot „naczyń” w wykonaniu ucznia polegałby na oddaniu Prawdy o Jezusie, a zarazem ujawniałby jego własne „motywacje i cele”. Ta Prawda zawiera „klucz”, który Otwiera. Wydaje się, że spora ilość tych „naczyń” (a także „darów dobrowolnych” Ezdr 1:6 ) zalega nadal w archiwach watykańskich, z których część została już zwrócona oraz opublikowana w postaci apokryfów. Szczególne miejsce wśród nich wydaje się pełnić niekanoniczna 5 Księga Ezdrasza, do napisania której „natchnienia” dostarczyły prawdopodobnie wydarzenia w Izraelu z I i II wieku n.e. Obydwie apokalipsy (Apokalipsa św. Jana oraz 5 Księga Ezdrasza) są ze sobą pod wieloma względami spójne: obydwie cechuje proroctwo mesjańskie, ewidentne w 5Ezdr, dostrzegalne także w Apokalipsie św. Jana; obydwie nakazują czytelnikowi dostrzegać Boga w swojej własnej osobie (patrz wpis #18), czego przykładem może być analogiczna symbolika wieńców (5Ezdr 2:43-46), lub zwrot: „rozpoznałem w nich imię moje” (5Ezdr 2:16).

Kim był i CO „przeskrobał” Drugi Świadek? Wydaje się wysoce prawdopodobne, że był nim duch matki Jezusa, który mógł także czuwać nad ciałami Marii i Marty (Jn 11:21; Jn 11:32). W późniejszym okresie mógł nim być Jan Teolog, autor szeregu tekstów apokryficznych, w których z kolei podszył się pod „umiłowanego ucznia”, a ostatecznie, „obleczony w wór”, zredagował Apokalipsę. Takie „skaczące duchy”, niezależnie od manipulacji jakie miały miejsce w archiwach kościelnych, mogą być dodatkowym utrudnieniem w ustaleniu rzeczywistej historii dziejów „apostolskich”. Ci sami „Dwaj Świadkowie” (Dwóch Łotrów) mogli także „umrzeć” na krzyżu obok Jezusa. Prawdopodobnie każdy z „ludzkich” ludzi ma swoich Dwóch Świadków, dwóch „aniołów stróżów” prowadzących nas przez „życie”. Dwaj Świadkowie prawdopodobnie czekają na nas także po „śmierci”, prowadząc w objęcia „Boga”-Diabła. Jest to logiczne, bo nikt tak dobrze nie zna naszego sposobu myślenia, naszych słabostek, i całej historii naszego życia, jak opiekujący się „Anioł Stróż”. Innymi słowy, „Anioł Stróż”, to nie tylko abstrakcyjny duch fruwający nad naszą głową, ale także osoby, z którymi spędzamy najwięcej czasu. Warto już teraz obserwować, w jakim kierunku prowadzą nas nasi ANIOŁOWIE. Wiele wskazuje, że jednym z nich jest ta, która dała „życie”.

Na koniec akcent optymistyczny. Jezus nie przekreśla nikogo, i każdemu daje szansę nawrócenia się (np. Jn 10:16), oraz wyjścia z tej Bezkresnej Świątyni Obłudy (Ap 11:1-2). Niewiele potrzeba, aby DWÓJĘ przerobić na PIĄTKĘ, a „umiłowany uczeń” chyba bardzo dobrze zdał Poprawkę. To taka refleksja na WAKACJE. Lepiej późno niż wcale.

Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów...
piątek, 29 czerwca 2007, har_magedon

Polecane wpisy

  • Lista wpisów:

    Skurwysyny diabły, w nocy z 28. 02. na 1.03. 2009 (wydawało mi się, że jest 26-27) napadliście na mój dom. Wygłądało to tak jak opisywał Profesor Jan Pająk. Jak

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1a).

    Platon. Dialogi. (przekład Władysław Witwicki) Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 2007. dostępne on-line:   http://www.katedra.uksw.edu.pl/plato

  • Arystofanes, Sokrates i Diotyma (cz.1b).

    [...] Kiedy Agaton skończył, wszyscy, powiada Arystodemos, zaczęli głośno objawiać zachwyt, że młody człowiek tak doskonale mówił, tak jak i jemu wypadało chwal

Komentarze
Gość: cheops, *.cnet2.gawex.pl
2010/02/25 02:16:34
Kto szuka ten znajdzie.